Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Barbarą Wachowicz, autorką „Wiernej Rzeki Harcerstwa”, rozmawia Janusz M. Paluch

[3/2010]

Skauting, harcerstwo w Polsce związane są z nazwiskiem druha Andrzeja Małkowskiego. Czy to przypadek, że pierwsze drużyny skautowskie powstały właśnie we Lwowie?
Przypomnijmy, że w październiku 1909 roku warszawski tygodnik „Świat”, a w listo­padzie tegoż roku lwowski dziennik „Słowo Polskie” podały wiadomość o nowej organizacji młodzieżowej, powstałej w Anglii, a noszącej nazwę skauting od scout – zwiadowca. Organizacja ta, która właśnie obchodzi swoje szlachetne stulecie, narodziła się z inicjatywy generała Roberta Baden Powella, prawnuka po kądzieli legendarnego generała Nelsona, zwycięzcy spod Trafalgaru. W zamierzeniu Baden Powella skauting połączyć miał wojenne doświadczenia młodziutkich zwiadowców z traperską tradycją życia wolnego człowieka w puszczy, rozmiłowanego w przyrodzie. Hasłem organizacji było: Pierwszy kraj, potem ja. Twórca skautingu wydał w roku 1908 książkę Scouting for boys, którą przełoży na polski i dostosuje do polskich realiów druh Andrzej Małkowski.
 
A czy to przypadek, że Lwów stał się kolebką harcerstwa polskiego?
Jest miasto w polskiej ziemi. W tego miasta bramie
Lew stoi, więc go nigdy żadna moc nie złamie
– tak pisał Kornel Makuszyński, wielki miłośnik tego niezwykłego miasta, w wierszu Uśmiech Lwowa. Niezwykłe to miasto. Z lwem w herbie i w sercu. Z owym napisem wykutym na dworcu kolejowym „Leopolis semper fidelis” – Lwów zawsze wierny. Uroda wspaniałej architektury – My jesteśmy z polskiej Florencji – pisał rozkochany we Lwowie i tęskniący za nim Marian Hemar. Zewsząd bił majestat historii. Miasto przechowywało z pietyzmem dokument króla Władysława Jagiełły z 1389 roku: Lwów i ziemia lwowska nigdy żadnemu księciu ani panu oddane nie będą, ale po wieczne czasy z Koroną Królestwa Polskiego nierozerwalną mają stanowić całość. Lwów hołubił pamięć króla Jana III Sobieskiego, uczczonego wspaniałym pomnikiem na Wałach Hetmańskich, przypominającym ów sierpień roku 1675, gdy jego skrzydlata husaria w pył rozbiła tatarsko-turecką armię stojącą już u wrót miasta. Zwycięzca spod Wiednia po królewsku ocenił Lwów: Miasto to swem wykształceniem, męstwem, trwałą wiernością względem Rzeczypospolitej zasłużyło na wiekopomną sławę. I te słowa można odnieść do każdej epoki Lwowa, także i czasów, gdy rodziło się tam polskie harcerstwo.
Sienkiewicz i Wyspiański powrócili w swej twórczości do tej chwili, gdy w kwietniu roku 1656 tłum lwowian padł na kolana wokół kaplicy, w której znajdował się obraz cudownej Matki Bożej. Król Jan Kazimierz Maryję pełną łask za Patronkę i Królową państwa obierał. Od roku 1817 powiewał nad Lwowem wielki sztandar kultury polskiej – Ossolineum. W tym zakładzie zaiste Narodowym, fundowanym przez Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, a przebudowanym przez znamienitego architekta Józefa Bema (bardziej znanego rodakom jako generał, bohater listopadowego i węgierskiego powstania) – zamykała się wielka tradycja, wielki świat historii i humanistyki ojczystej. To przecież tutaj pani Salomea Słowacka ofiarowała rękopisy swego jedynaka z owym testamentem, który pójdzie poprzez pokolenia: Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei... A kiedy trzeba na śmierć idą po kolei jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec. We Lwowie wyrastały sławy naszej nauki, polonistyki, historii. W 1892 roku przyjechał do Lwowa Stefan Żeromski i napisał do narzeczonej: To śliczne miasto. Europejskie, piękne, pyszne, czyste, ulice przepyszne, zabudowane gmachami wspaniałymi (...). Jaki park, jakie chodniki, jakie oświetlenie.
We Lwowie działa od roku 1867 Polskie Towarzystwo „Sokół” o skromnej i niegroźnej nazwie – Gimnastyczne. O jego idei mówią słowa: „Sokół” gromadzi pod swe skrzydła wszystkie dzieci Ojczyzny bez różnicy stanów (...). W „Sokole” krzepimy wiarą ducha. „Sokół” obejmuje swą działalnością wszystkie trzy zabory. W sześćsetlecie Jagiełłowego zwycięstwa w lipcu 1910 roku „Sokół” organizuje w Krakowie wielki Zlot Grunwaldzki. W całej Polsce pojawiają się afisze – majestatyczna postać Zawiszy Czarnego w rycerskiej zbroi pasuje mieczem Sokoła unoszącego sztandar. Hasłem Zlotu jest okrzyk wart: „Czuwaj!”.
W znakomitym źródle do początków polskiego skautingu, książce Czoło harcerskiej kolumny, Ignacy Płażewski pisze o Lwowie: Kilka tysięcy młodzieży akademickiej stanowiło mózg i serce młodego pokolenia. Tu zaczyna się skupiać cała młoda Polska, niespokojna, buntująca się przeciw niewoli, pełna ognia i rozżarzonej miłości Ojczyzny. Tu jest Lwów – gorące serce Polski. Garnie miłośnie zlatującą się zewsząd pod jego skrzydła polską młódź. Kresowy, zawsze Polsce wierny, odważny, bohaterski Lwów.
Lwów uczył historii mogiłami Łyczakowskiego Cmentarza, gdzie spoczął Mickiewiczowski Ordon z nieugiętej reduty i Seweryn Goszczyński – poeta – belwederczyk z Powstania Listopadowego, którego wiersz Sadźmy róże stał się pieśnią Warszawskiej Chorągwi Harcerek w latach 1939–1945. Tu spoczęła autorka Roty, która stanie się pierwszym hymnem harcerstwa.
Opowiadała mi druhna Oleńka Małkowska, którą miałam jeszcze szczęście odwiedzać w jej skromnym domku na Małym Żywczańskim w Zakopanem, o tym niezwykłym lwowskim wieczorze 26 lutego roku 1911, gdy na zebraniu „Sokoła” debatowano nad angielskim wynalazkiem – skautingiem. I wtedy, jak opowiadała Oleńka, poderwał się wspaniały okaz młodości i siły, wołając – Proszę o głos! Nazywam się Andrzej Małkowski! I to była ta pierwsza iskra, od której rozgorzeją harcerskie ogniska scalając tym płomieniem rozdartą Rzeczpospolitą.
 
Idea harcerska rozpowszechniła się bardzo szybko. Drugim ogniskiem był Kraków?
Powiedziałabym, że korzenie harcerstwa polskiego sięgają właśnie naszej stolicy pod Wawelem. Bo to przecież tutaj już od roku 1905 działa tajne, abstynenckie stowarzyszenie „Młodzież” i Andrzej Małkowski był jednym z inicjatorów utworzenia tego związku. Powiedział: W Krakowie – duchowej stolicy Polski – dokonały się moje drugie narodziny – naprawdę istne przyjście na świat. Czym był Kraków dla przybyszów z zaboru rosyjskiego mówią przejmująco karty Dzienników młodego Stefana Żeromskiego, który u schyłku XIX stulecia napisał: ... i odrzuciłem wszelkie myśli inne, prócz rozkoszy oddychania tym miastem ducha, tego „centrum polszczyzny”. I biegłem na wawelską górę z bijącym sercem (...). Myśmy nie biedni, jak mówią nasi wrogowie, myśmy bogaci i niewzruszenie w niewoli naszej hardzi.
To przecież w Krakowie dokładnie w rocznicę Powstania Styczniowego – 22 stycznia roku 1903 powstaje niezwykłe środowisko „Eleusis”. Els – to skrót greckiego zdania, hasła: Eleuthori laon sotheres – Wolni ludów wybawcami. Jednym z czołowych działaczy krakowskiego koła „Eleusis” jest Stanisław Pigoń, który na sejmie „Eleusis”, nazwanym filareckim, powiedział: Niepodległość Polski nie jest uprzywilejowanym, odświętnym hasłem, jeno najcięższym obowiązkiem, wezwaniem do pracy. Jestem Polakiem to znaczy pracuję dla Polski, urabiam siebie na Polaka wolnego, niepodległego nałogom cielesnym, wyzwolonego od pychy, egoizmu, instynktu prywaty, uzbrojonego w czynną ofiarną miłość narodu. Stanisław Pigoń stanie się drużynowym jednej z pierwszych drużyn harcerskich, jakie powstaną w Krakowie. i jednym z największych humanistów polskich, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Padnie ofiarą Niemców, a obóz – jak będzie twierdził – przeżyje dzięki hartowi wykształconemu przez „Eleusis” i harcerstwo. Bardzo bym chciała, żeby jakaś drużyna harcerska w Krakowie przyjęła kiedyś imię druha Stanisława Pigonia. Przypominam, że kiedy Andrzej Małkowski ogłosił konkurs na odznakę harcerską, dwie pierwsze nagrody zdobyła Krakowska Drużyna imienia Bartosza Głowackiego, proponując: herb Kościuszki, który przecież ma w swoim kształcie lilię oraz orła dzierżącego w szponach tarczę z napisem „Czuwaj”. Przypominam także, iż po latach uroczystą mszę na Wawelu w intencji twórców harcerstwa polskiego odprawił jeden z uczniów i wychowanków druha profesora Pigonia – Karol Wojtyła.
 
Jakie u swych początków zadania stawiało przed sobą harcerstwo?
W znakomicie redagowanym piśmie „Skaut” Andrzej objaśniał cel i zadania organizacji: Stajemy do szeregu z wiarą, że praca ta wyprowadzi pokolenie młodzieży polskiej dzielnej pod każdym względem, ofiarnej dla narodowej sprawy (...). Harcerzami chcemy ją zrobić nowoczesnymi; krzewicielami postępu o polskie tradycje opartego (...), którzy by do pracy rozumnej byli zdolni i nauczyli się ją szanować za młodu. A do pracy nam, Polakom, wziąć się potrzeba (...). Na kamieniu przywalającym grób matki leżą olbrzymie głazy niezgody naszej, zawiści, prywaty (...). Jaką wyrośnie młodzież polska (...) – taką będzie narodu przyszłość.
Andrzej opublikował pierwszy tekst ślubowania skautowego, który zaczynał się słowy: Ślubuję 1) wierność Ojczyźnie, 2) gotowość w każdej chwili niesienia pomocy innym, 3) posłuszeństwo prawu skautowemu. W liście do druhów krakowskich z 2 listopada roku 1911 Małkowski pisze: Abstynencja od alkoholu i tytoniu obowiązuje wszystkich skautów i instruktorów, palących wykreślać się będzie z patrolów.
Sędziwy autor Katechizmu dziecka polskiego – Władysław Bełza, ofiarowuje Andrzejowi harcerską wersję hymnu Rycerskiej Szkoły Kadetów:
Święta miłości kochanej Ojczyzny
Oto w Twą służbę wchodzi hufiec nasz!
I ta piękna służba trwa sto lat.
 
Trzy lata po powstaniu pierwszej drużyny skautowskiej wybucha pierwsza wojna światowa. W roku 1919 ginie tragicznie druh Andrzej Małkowski. W roku 1918 Polska odzyskuje niepodległość. Jaką rolę odegrali w tej epoce polscy skauci?
Najpiękniejszą odpowiedzią na to pytanie są słowa Józefa Piłsudskiego, Naczelnika wolnego państwa polskiego, przesłane na Zjazd Harcerstwa do Lwowa w lipcu 1921 roku: Harcerze! Już w latach niewoli przygotowywaliście się do służby Ojczyźnie (...). Gdy huragan wojny światowej deptać zaczynał niwy polskie i przyjść miało do dziejowego porachunku za lata krzywd i niewoli, wyście w pierwszym stanęli szeregu tych, którzy odważyli się sięgnąć po zaszczytne miano żołnierzy niepodległości. Udało mi się ustalić, iż Andrzej Małkowski był żołnierzem I Brygady Legionów Piłsudskiego (2 Pułk V batalion 3 kompania). Odbył z Piłsudskim całą kampanię Legionów na Podhalu. A wśród żołnierzy niepodległości było bardzo wielu harcerzy, którzy wpiszą się w nasze dzieje. Przywołajmy takie postaci bohaterów jak Leopold Lis Kula – harcerz, założyciel pierwszych drużyn w Rzeszowie, gdzie dziś ma swój przepiękny pomnik, jak Stanisław Rowecki – założyciel drużyny w Piotrkowie Trybunalskim, który przejdzie do naszej historii jako legendarny dowódca Armii Krajowej – generał Grot, jak Stanisław Sosabowski – w II wojnie dowódca Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Zaiste trudno byłoby znaleźć wśród bohaterów I i II wojny tych, którzy nie mają harcerskiego rodowodu.
Kresy były kolebką polskiego harcerstwa, z kresowego gniazda wyszły wielkie postaci, które niosły idee skautingu przez lata wolnej Rzeczypospolitej, dramatyczny epos II wojny światowej i okres ponurego rozdarcia społeczeństwa w czasach PRL-u. Taką postacią był bohater Pani książki i wystawy – druh Aleksander Kamiński.
To prawdziwa epoka w dziejach naszego harcerstwa. Zaczął swą piękną ofiarną i odważną służbę w Humaniu – na naszych kresach, na Ukrainie. Przedarłszy się do Polski, ścigany przez bolszewików – stworzył wspaniałe drużyny, Szkołę Instruktorów w Górkach Wielkich, a w czasie okupacji pełnił służbę na kilku placówkach wielkiej rangi, niebezpieczeństwa i odpowiedzialności. Był redaktorem naczelnym największego pisma podziemnej Europy – „Biuletynu Informacyjnego”, które stało się prawdziwym wychowawcą narodu. Był komendantem Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” – tej wielkiej wygranej wojny warszawsko-niemieckiej. Był współtwórcą Szarych Szeregów – konspiracyjnego harcerstwa polskiego, które wychowało tylu wspaniałych Polaków. Jego książka Kamienie na szaniec do dzisiaj uczy młodzież braterstwa i służby. W życiorys druha Aleksandra Kamińskiego wpisana jest także karta walki o harcerstwo polskie, zniszczone przecież w roku 1949. Odrodziło się samorzutnie po październiku roku 1956 (tu mają swe niezwykłe zasługi druhowie krakowscy!). Kamyk zaangażował się tak, jak on to umiał – całym sercem i całym życiem – w pracę harcerską. Niestety niedługo pozwolono mu działać...
 
To „zasługa” Jacka Kuronia, twórcy „czerwonego harcerstwa”, który pochodzi ze Lwowa i do którego dawni mieszkańcy tego miasta przyznają się niechętnie...
I słusznie. „Czerwony harcmistrz” ma na swoim sumieniu niszczenie odrodzonego harcerstwa polskiego, wyrzucanie instruktorów, którzy doń powrócili pełni wiary i nadziei. Jednym z najpaskudniejszych czynów towarzysza Kuronia – szarej eminencji Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej do spraw młodzieży – było wykańczanie postaci tak szlachetnej i pięknej jak Józef Grzesiak – Czarny, harcerz krakowski, który w 1920 roku wyprowadził swoją drużynę w bitewne pole, a następnie w Wilnie stworzył jedną z najsławniejszych drużyn harcerskich – Czarną Trzynastkę Wileńską. Podczas wojny – komendant Chorągwi Szarych Szeregów w Wilnie i dowódca obwodu Śródmieście Armii Krajowej. Po wojnie więzień łagru w Workucie, gdzie przesiedział lat dziesięć! Gdy udało mu się powrócić do Polski w roku 1956, został natychmiast przez harcerzy wybrany komendantem Chorągwi Pomorskiej. Kuroń w swoich wspomnieniach zatytułowanych Wina i kara informuje, że wyrzucił Grzesiaka pod pozorem, iż nie wprowadza do harcerstwa zasad współpracy z partią... Oczywiście dzisiaj się o tym nie mówi, szkoły przyjmują imię towarzysza Kuronia, a nawet na jego mogile w Alei Zasłużonych przez długi czas stał brzozowy krzyż, szczęśliwie wreszcie usunięty.
 
Wilno. Przy mogile Matki i Sercu Syna harcerze pełnili wiernie wartę.
I pełnią ją także dzisiaj. Związek Harcerstwa Polskiego na Litwie działa w sposób godzien najwyższego szacunku i aprobaty. Ilekroć spotyka mnie szczęście pielgrzymki ku Ostrej Bramie – zawsze mam szansę na spotkanie ze wspaniałymi harcerkami i harcerzami Wilna. Cieszy mnie bardzo, że jedna z drużyn nosi właśnie imię Czarnej Trzynastki Wileńskiej. Z radością trzeba także powiedzieć, że i na Białorusi działają drużyny harcerzy polskich. Właśnie ostatnio odwiedził mnie ksiądz harcmistrz Jan Bońkowski, który ponad dwadzieścia lat pełnił służbę nad Niemnem i ofiarował mi swą bardzo cenną książkę Harcerstwo polskie na Białorusi. Jest tam także wspomnienie o pielgrzymce na Cmentarz Orląt we Lwowie.
Miałam to szczęście, iż mój mąż scenograf pracował przy realizacji spektaklu Nie ma jak Lwów wystawionego w roku 1991 w Teatrze imienia Węgierki w Lublinie. Usłyszeliśmy wówczas ze sceny najpiękniejsze pieśni i piosenki lwowskie, a także antologię niezwykłych wierszy poświęconych niezwykłemu miastu. Antologia ta została zaczerpnięta z tomu Serce wydarte z polskiej piersi, który dane mi było otrzymać w darze od znakomitej lwowianki Danuty Łomaczewskiej. Jest tam między innymi przepiękny wiersz Jana Kasprowicza Kochany obrońco Lwowa....
 
Lwów jest bohaterem kilku Pani książek, takich jak: Czas nasturcji. Ścieżkami Kasprowicza, Druhno Oleńko, Druhu Andrzeju!, To „Zośki” wiara! A jakie są Pani wrażenia z tego miasta?
Mogę tylko powtórzyć słowa lwowskiej piosenki: Może uda się, że powrócę znów i zobaczę miasto Lwów.... Tylko że aktualna jest jedynie druga część tego zdania. Bo nigdy nie udało mi się dotrzeć do Lwowa, mimo wielu zaproszeń, które nigdy nie zostały zrealizowane. Ale miasto z lwem w sercu jest w mojej pracy ciągle obecne. W Roku Twórców Harcerstwa Polskiego 2008 na wszystkich kominkach przypominaliśmy Lwów i Orlęta piosenką o Jurku Bitschanie Tylko mi ciebie mamo, tylko mi Polski żal.... W moim spektaklu Wigilie polskie granym na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu harcerze śpiewają piosenkę Jest takie miasto, co zwie się Lwów, o którym wolno znów pamiętać…, a harcmistrz Krzysztof Jakubiec, wspaniały twórca akcji Arsenał Pamięci, mówi wiersz:
Tam Lwów na nas czeka – Posłuchaj
Jak serce miarowo mu bije...
On milczy dla innych, a przecież
Ja słyszę wyraźnie, że żyje...
    Gdy dziejów odwróci się karta
    To Bóg da, choć droga daleka,
    Wrócimy po latach wędrówek
    Do domu. Tam Lwów na nas czeka.

A ja czekam, że może jeszcze kiedyś zobaczę Lwów!

BARBARA WACHOWICZ, autorka wielu artykułów, książek, audycji radiowych i TV, m.in. poświęconych dziejom Harcerstwa Polskiego. Z najważniejszych: cykl artykułów Harcerze Rzeczypospolitej, ukazujący się na łamach tygodnika „Przekrój” od 1978 r.; cykl Szare, Szare Szeregi, drukowany w tygodniku „Stolica” (1980–89); cykl audycji monograficznych emitowanych w I Programie Polskiego Radia (Cztery pory roku, Lato z radiem), zawsze 1 sierpnia, w rocznicę Powstania oraz na Zaduszki; cykl programów w telewizyjnym Skarbcu Lucyny Smolińskiej, film tv Rudy, Alek, Zośka; słynna wystawa Kamyk na szańcu; opowieść o druhu Aleksandrze Kamińskim i jego bohaterach – harcerzach Szarych Szeregów; 5-tomowy cykl książkowy Wierna Rzeka Harcerstwa. Ukazały się: I. Druhno Oleńko! Druhu Andrzeju!, poświęcony Małkowskim, twórcom harcerstwa polskiego; II. Kamyk na szańcu – o A. Kamińskim; III. Rudy, Alek, Zośka – o bohaterach Kamieni na szaniec; IV. To „Zośki” wiara – o bohaterach Powstania Warszawskiego, walczących w Batalionie „Zośka”. W przygotowaniu: V. Gotowi do lotu – o tych żołnierzach-harcerzach Batalionu „Zośka”, którzy przeżyli. Za zasługi dla harcerstwa Autorka została odznaczona Odznaką Honorową Batalionu „Zośka”, Złotym Krzyżem ZHP i Laską Skautową NIEZAWODNY PRZYJACIEL HARCERSTWA.