Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Tadeuszem Żabą wicedyrektorem Muzeum Armii Krajowej im. Emila Fieldorfa Nila w Krakowie rozmawia Janusz M. Paluch

[4/2012]

Panie Dyrektorze, dzień 27 października 2012 r. przejdzie do historii nie tylko Muzeum Armii Krajowej, ale i Krakowa, otwarto bowiem stałą ekspozycję obrazującą działalność Podziemnego Państwa Polskiego podczas okupacji hitlerowskiej oraz walkę z okupantem prowadzoną przez Armię Krajową. Jednak początki Muzeum AK sięgają początku lat 90. ubiegłego wieku?
Otwarcie tego muzeum to powód do radości dla wszystkich, nie tylko dla mieszkańców Krakowa i województwa małopolskiego, ale dla wszystkich Polaków. Nasze muzeum naucza o bardzo trudnym okresie w historii, najbardziej tragicznym dla Narodu. Pozwala też zrozumieć turyście zagranicznemu, co działo się w Polsce i jaki był jej wkład w II wojnę światową, w pokonanie Niemiec. Jest tu też wyraźnie zaznaczona rola drugiego bandyty XX wieku – państwa sowieckiego, okupanta Rzeczpospolitej, który we wrześniu 1939 r. wbił nam przysłowiowy nóż w plecy, zagrabił połowę terytorium i po wojnie, wskutek alianckiej zdrady, zniewolił, dalej niszcząc nasz kraj i jego obywateli. Czego skutki niestety boleśnie odczuwamy do dziś.
Kraków to jest specyficzne miasto. Tak jest też, gdy chodzi o jego środowiska społeczne. To właśnie tu po wojnie znalazło schronienie wielu żołnierzy AK. Choćby powstańcy warszawscy. Oni tu żyli, tu przechowywali swoje pamiątki. Po roku 1989, gdy było to już możliwe, zaczęli się zrzeszać w stowarzyszenia. Pragnęli też upamiętnić naszą piękną i tragiczną historię, czasy, w których przyszło im żyć. Tak właśnie doszło do powstania pierwszej ekspozycji przy ul. Topolowej 5 w Krakowie Nasza droga do niepodległości 1918–1989. Współtworzyli ją m.in. kombatanci: Irena i Jerzy Wesołowscy, Ryszard Ciepiela, Karol Jakubowski, Andrzej Izdebski, Antoni Strączak, Marian Barbach, Stanisław Baranek, Leon Wysocki, Józef Halberda, Stanisław Grabowski. Takie były początki muzeum. Funkcjonowało ono społecznym (kombatanckim) sumptem przez pierwsze 10 lat. W roku 2000 dzięki pomocy ludzi dobrej woli, a głównie Kazimierza Barczyka, powstała nowa samorządowa instytucja kultury – Muzeum Armii Krajowej – której organizatorami zostały Miasto Kraków i Województwo Małopolskie, a pierwszym (i aktualnym) dyrektorem Adam Rąpalski, za którego kierownictwa Muzeum AK przeszło przez inwestycję rewaloryzacji i adaptacji budynku, niezwykle wysoko ocenianą przez ekspertów z tej dziedziny.

Czy obecna siedziba muzeum, przecież poza centrum miasta, jest korzystna? Przeprowadzony remont jest budujący! Kto jest projektantem przebudowy? Kto zaprojektował wystawę? Ile to wszystko kosztowało i skąd instytucja wzięła pieniądze?
Niestety często słyszę, że muzeum jest poza centrum miasta, że lokalizacja nie jest do końca szczęśliwa. Muszę powiedzieć, że trudno mi się z tym zgodzić. Proszę zauważyć: Muzeum AK mieści się w budynku, który sąsiaduje z dworcem PKP i PKS, co zapewnia dobrą komunikację. Wzdłuż Muzeum powstała estakada, ul. Wita Stwosza, z wylotem w kierunku Warszawy, niedaleko jest Uniwersytet Ekonomiczny, a spacerem do Rynku Głównego idziemy około 15 minut. Nasz teren, owszem, jest nieco poniechany, a to dlatego, że zawsze był to teren wojskowy, a więc strzeżony. Dlatego mieszkańcy Krakowa nie mają go tak mocno w swojej świadomości. Tu po prostu przez całe dziesięciolecia nie było wstępu. Ta sytuacja teraz będzie się zmieniać.
Muzeum AK świętuje liczne sukcesy, czego dowodem są przyznawane nagrody i wyróżnienia w konkursach z dziedziny architektury, rewitalizacji czy dostępności dla osób niepełnosprawnych. Autorem projektu jest architekt Ryszard Jurkowski, były prezes Stowarzyszenia Architektów RP, natomiast prace budowlane wykonała krakowska Chemobudowa. Ekspozycję stałą zaopatrzyli w merytoryczny wkład pracownicy Muzeum AK, a projekt wykonała firma Deko-bau. Koszt całości inwestycji to około 35 milionów złotych. Środki te pozyskano z UE w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego 2007–2013, przy zapewnieniu wkładu własnego organizatorów Muzeum AK, tj. Miasta Krakowa i Województwa Małopolskiego, na poziomie 15%.

Przez lata negowano i minimalizowano wkład AK i Polskiego Państwa Podziemnego w dzieło walki z okupantem niemieckim. O okupancie sowieckim w czasach PRL mówić nie można było, choćby i z tego względu, że ziemie zajęte w 1939 r. przez sowietów znalazły się poza granicami Polski. Rozumiem, że zadaniem Muzeum AK jest ukazanie pełni działań AK na rzecz niepodległości?
Na pewno rolą muzeum jest w dalszym ciągu odkłamywanie pewnych funkcjonujących przekonań na temat naszej historii tamtego czasu. W naszej ekspozycji dokonujemy podsumowania strat poniesionych przez RP. Nie ukrywamy sowieckich czy rodzimych, komunistycznych, mordów na tych Polakach, których jedyną winą było to, że ukochali ponad wszystko swoją ojczyznę.
Już teraz przystępujemy wraz ze środowiskami kresowymi – myślę tu głównie o Obszarze Lwowskim – do projektu, którego efektem ma być utworzenie wystawy pod roboczym tytułem Polskie Kresy. Chcemy ukazać piękno utraconych terenów, kulturę jego mieszkańców oraz ogromną tragedię, która rozpoczęła się we wrześniu 1939 r.

Wśród bohaterów AK jest wiele postaci, które mogłyby być patronami muzeum. Wybrano Augusta Emila Fieldorfa Nila. Dlaczego właśnie jego? Dlaczego w nazwie nie ma jego pierwszego imienia August? Kto był pomysłodawcą tego patrona?
Fundacja Muzeum Historii Armii Krajowej, która przekazała do samorządowego muzeum zbiór założycielski, wysunęła tę kandydaturę. Trudno zresztą o lepiej trafioną postać. Generał „Nil” skupia w sobie wszystkie wątki naszej tragicznej, ale i pięknej historii. Był w Legionach, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, był żołnierzem września 1939 r., dowódcą Kedywu KG AK, twórcą organizacji „NIE”, która miała podjąć dalsze działania w warunkach nadchodzącej sowieckiej okupacji Polski. W 1945 r. aresztowany i wywieziony przez sowietów. Powrócił w 1947 r., był inwigilowany, a w końcu aresztowany w 1950 r. i po ciężkim śledztwie oraz sfingowanym procesie, w 1952 roku został skazany na śmierć przez powieszenie. W 1953 r. dokonał się kolejny komunistyczny mord sądowy na polskim bohaterze.
W nazwie Muzeum AK faktycznie używamy drugiego imienia naszego Patrona, czyli Emil Fieldorf. Tak bowiem podpisywał się Generał i tego imienia używał, o ile nie przeszkadzały temu względy ściśle formalne. W konsultacji z członkami rodziny również otrzymaliśmy informację, że to imię było przez Niego szczególnie preferowane, używało go również grono najbliższych i przyjaciół.

Jakie zadania stawia sobie muzeum po otwarciu tej najważniejszej ekspozycji? Czy tylko wystawiennicze i edukacyjne skierowane do całego społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem młodzieży szkolnej? Czy będzie to także praca naukowo-badawcza, której efekty znajdą się w publikacjach muzealnych?
Zawsze podkreślam przy tego typu okazjach, że muzeum to nie tylko wystawa. To jest miejsce, w którym odbiorca ma się zaprzyjaźnić z kulturą. Ma chcieć tu wracać, ale ileż razy można wracać na tę samą wystawę? Dlatego nasza została zaprojektowana tak, by móc się rozwijać, by móc dokonywać wymiany prezentowanych obiektów w jej obrębie. Baza multimediów daje nam tutaj nieograniczone możliwości. Ale muzeum to przecież też spotkania, to wieczory poświęcone poezji, piosence. To sesje naukowe i prowadzenie badań. Własne wydawnictwa. Kontakty z innymi placówkami, w tym i za granicą. Nasze muzeum ma już tutaj znaczące dokonania. Myślę w tym miejscu o współpracy ze środowiskami rozsianymi po całym świecie. Ale też i placówki archiwalne, muzealne w Wielkiej Brytanii czy prowadzony przez muzeum program badawczy z zakresu archeologii militarnej w 2009 r., który dziś owocuje możliwością przedstawienia w ramach ekspozycji stałej zagadnień związanych z tajną niemiecką bronią V. Przeprowadziliśmy wtedy badania na terenie niemieckiego poligonu doświadczalnego położonego w Bliźnie-Pustkowiu i w ich trakcie wydobyto z ziemi kilkaset części rakiety V2, które dziś, po przeprowadzonych zabiegach konserwatorskich, możemy oglądać w ramach ekspozycji stałej. Ściśle współdziałamy z grupą eksploracyjno-poszukiwawczą Polskiego Towarzystwa Historycznego, której przewodzi Tomasz Jastrzębski. Dzięki tej współpracy bierzemy udział w wielu wyprawach i pracach archeologicznych. Wykonywane są one w miejscach bitew, upadku samolotów itp. Zamówiliśmy też – w ramach pierwszego wyposażenia muzeum – sprzęt do prowadzenia takich poszukiwań z tzw. „najwyższej półki”.
Zawsze marzyłem o tym, by muzeum posiadało własne wydawnictwo „Biuletyn Muzeum AK”, własny dział wydawniczy. Nigdy do tej pory nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Mam nadzieję, że od przyszłego roku się to już zmieni. To już niedługo! Jest tyle osób chcących z nami współpracować na tym polu, choćby skupionych wokół Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Instytutu Pamięci Narodowej.
Muzeum bierze też udział w różnych programach badawczych i współdziała z wieloma instytucjami. W tym roku mieliśmy już dużą sesję naukową dedykowaną powstawaniu i historii Kopca Józefa Piłsudskiego, prowadzimy konkursy dla młodzieży, będziemy organizować jeszcze w tym roku dwie duże sesje naukowe we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim oraz międzynarodową poświęconą rewitalizacji i zagospodarowaniu obiektów postindustrialnych, postmilitarnych (jak nasz). Tutaj bodźcem jest szerokie w Europie zainteresowanie sukcesem, jaki odnieśliśmy. Obecnie, z ważniejszych projektów badawczych, prowadzimy – wspólnie z Politechniką Krakowską przy udziale Małopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Instytutu Pamięci Narodowej – program badawczy, ale i renowacyjny Lunety Warszawskiej, jednego z fortów wchodzących w skład Twierdzy Kraków. Na jego terenie znajduje się tzw. cela śmierci, zawierająca wstrząsające inskrypcje na ścianach, które powstały po 1945 r. Prowadząc poszukiwania archiwalne ustaliliśmy już parę osób tam przebywających, które przeżyły. Współdziałamy też ze stowarzyszeniami, np. z Polskim Towarzystwem Ziemiańskim, którego archiwum współorganizujemy, a które w zamian znajduje się w naszej instytucji. Pozyskujemy relacje i świadectwa ludzi, dokumenty opowiadające o czasach będących w zainteresowaniu muzeum.
Muzeum to też oferta dla młodzieży, to rajdy, wycieczki szlakiem partyzanckich oddziałów czy np. warsztaty modelarskie, które cieszą się u nas dużą popularnością. W końcu to też rozrywka typowo dedykowana młodym, czyli np. koncerty muzyki współczesnej. Mieliśmy z tym niezwykłe doświadczenia, choćby w dniu otwarcia muzeum. W części dedykowanej młodzieży w trakcie koncertu muzyki hip-hopowej w wykonaniu Tadka Firma Solo, w pewnym momencie, na cześć obecnych Kombatantów, tłum młodych zaczął skandować: Cześć i chwała Bohaterom! Widziałem wtedy w ich oczach głębokie wzruszenie. Nic nie zastąpi takiej chwili.

Obszar, jaki obejmuje ekspozycja, to cała Polska! Nie tylko ta między Odrą a Sanem i Bugiem. To obszar całej II RP, tam gdzie była Polska i działało Polskie Państwo Podziemne i walczyła AK. Proszę opowiedzieć o zbiorach dotyczących Kresów?
Z racji tego, iż ziemie te zostały przez sowietów nam zagrabione, a potem nie wolno było zachowywać o nich pamięci, a tym bardziej gromadzić zbiorów, mamy tu pewne braki. Są jednak i rzeczy szczególnie cenne, jest sztandar czasu wojny pochodzący z terenu lwowskiego, mundur z 14 pułku ułanów, bogato wyposażona apteczka, są zdjęcia, dokumenty, druki. Trzeba podkreślić, że w tym wypadku jest to szczególne bogactwo z uwagi na ryzyko przechowania, przywiezienia z okupowanego przez sowietów terenu. Mam głęboką nadzieję, że dzięki otwarciu muzeum, dzięki informacjom jak ta ludzie będą się u nas pojawiać i będą przekazywać kolejne skarby. Nadzieja ta jest poparta tym, że choćby z ostatnich dni mamy takie doświadczenia – dotyczy to terenu Nowogródczyzny. Z tamtych stron posiadamy krzyż, na którym zaprzysięgano Żołnierzy AK, a ostatnio dostaliśmy duży przekaz dokumentów i fotografii.
Wiem, że swoje miejsce znalazły w muzeum pamiątki po o. gen. Adamie Studzińskim?
Tak, otrzymaliśmy w depozyt od Ojców Dominikanów – liczny zbiór pamiątek po Ojcu Generale. Sporządziliśmy zresztą na ich podstawie zaraz okazjonalną wystawę czasową, a potem wspólnie wykorzystaliśmy je, by urządzić u Ojców Noc Cracovia Sacra. Wśród tych pamiątek w Muzeum AK przechowywany jest mundur O. Adama spod Monte Cassino, Jego szaty liturgiczne, oporządzenie wojskowe, jak również należąca do niego falerystyka, zarówno ta, którą dysponował jako osoba odznaczona, jak i ta którą gromadził. Żołnierze PSZ, AK, ale i starsi legioniści Józefa Piłsudskiego zgłaszali się do niego i przekazywali swoje pamiątki. Teraz gromadzone przez lata zbiory Ojca Adama, czyli kilkaset obiektów, są w Muzeum AK.
O. Adam zawsze czuł się kapelanem Kombatantów, bywał w muzeum i zapewniał posługę modlitewną na uroczystościach, pogrzebach, wspomagał również środowisko kombatancko-niepodległościowe swoją wiedzą, jako historyk sztuki. Dał również w depozyt najcenniejsze swoje pamiątki z czasu II wojny – jeszcze na wystawę Muzeum AK przed przeprowadzoną jego renowacją.

Swe zbiory – archiwum przekazał też zmarły w tym roku prof. Jerzy Węgierski?
Profesor bywał niezwykle miłym i cennym gościem muzeum u samych jego początków, potem niestety zły stan zdrowia nie pozwalał mu na odbywanie podróży z Katowic do Krakowa. Użyczył muzeum liczne zdjęcia dokumentalne pochodzące z Obszaru Lwowskiego. Posiadamy tutaj materiały przekazane za pośrednictwem śp. ppłk. Jana Sury, prezesa Obszaru Lwowskiego ŚZŻAK, są to głównie fotografie i dokumenty organizacyjne Obszaru, druki i wspomnienia. Pana Sura był osobą niezwykłą, całym sercem zaangażowany w dzieło upamiętniania polskich Kresów. Doprowadził do powstania Panteonu Narodowego w kościele św. Jadwigi w Krakowie.

A tak swoją drogą, dlaczego pan zainteresował się tym właśnie okresem?
Ten okres zawsze był blisko mnie, w zasadzie (mówiąc żartobliwie) mam wrażenie, że to on się mną zainteresował. Wychowałem się akurat w takiej rodzinie, że od małego historia była wszędzie wokół mnie. Stare meble w domu, które pamiętały czasy powstań narodowych, książki, dokumenty i przede wszystkim osoba dziadka, Jana Bujwida, syna światowej sławy profesora Odona, żołnierza Legionów Piłsudskiego, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej, żołnierza września, majora AK, kawalera Orderu Wojennego VM. Podobnie zresztą inne osoby z rodziny. Marszałek Piłsudski był ojcem chrzestnym moich ciotek. Pradziadek u niego bywał, był z nim zaprzyjaźniony. Z kolei jego ojciec administrował Zułowem. Jeden z wujów to uczestnik wymarszu Pierwszej Kadrowej w stopniu kapitana, późniejszy generał WP.

Czy pan ma może jakieś rodzinne korzenie kresowe?
Część mojej rodziny pochodzi z Wileńszczyzny, część z Wołynia, a część z Małopolski. Mam też rodzinę mieszkającą w różnych krajach poza granicami kraju. Lwów to piękne miasto, byłem w nim dobrych parę lat temu, boli mnie to jego – przynajmniej wtedy – istniejące zaniedbanie. Ale mimo to czuje się jego wszechobecne, nieśmiertelne piękno, ciepło, majestat. I każdy kamień tam po polsku śpiewa.

Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.



TADEUSZ ŻABA, ur. 1975 w Myślenicach, absolwent XIV LO im. M. Kopernika w Krakowie (matura 1995). Absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie na Wydziale Historii Kościoła – studia ukończone z wyróżnieniem, 2001. Absolwent podyplomowych studiów muzeo­logicznych w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczestnik studiów doktoranckich na UJ z zakresu historii najnowszej. Od połowy lat 80. w harcerstwie. Współpraca ze środowiskiem piłsudczykowskim Krakowa i Nowego Sącza. Aktywna praca w szeregu stowarzyszeń społecznych, w tym organizowanie spotkań, wykładów, referatów, uroczystości, imprez itp. Współautor tematycznych wystaw czasowych, współautor publikacji książkowej pt. Pamięci utrwalanie, artykuły publikowane w: „Dzienniku Polskim” i in. Obecnie jest wicedyrektorem Muzeum AK.