Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Tatianą Bojko prezesem Oddziału Stryjskiego Towarzystwa Kultury Polskiej i dyrektorem polskiego Centrum Kulturalno-Oświatowego im. K. Makuszyńskiego w Stryju rozmawia Andrzej Chlipalski

[3/2003]

Witamy w Krakowie. Miło, że zdarzyła się dziś okazja porozmawiania z Panią o sprawach stryjskich, które nas bardzo interesują. Mamy tu przecież aktywne Koło Stryjan w naszym Towarzystwie. W „Cracovia–Leopolis” pisaliśmy wielokrotnie o Stryju i stryjanach. Przed paroma laty śp. profesor Harmata opowiadał o swoim ojcu, staroście stryjskim. Ponad rok temu przedstawiliśmy strukturę Centrum, którym Pani kieruje, a ostatnio prezentowaliśmy malarkę stryjską, panią Sadłowską, nie mówiąc o wielu jeszcze drobnych informacjach, wzmiankach i życiorysach. Mamy więc jakiś sentyment do tego miasta, z którego wszak pochodził Kornel Makuszyński, bliski również sercu lwowian, bo Lwowowi – jak i Stryjowi – poświęcił wiele wierszy i stron prozy (w naszej Biblioteczce C–L wydaliśmy w r. 1998 jego Listy ze Lwowa).

A propos Makuszyńskiego: przed 10 czy więcej laty znalazłem się po raz pierwszy w waszym mieście, chyba z wycieczką, i kiedy witaliśmy się z oczekującymi nas stryjskimi Polakami, zapytałem właśnie o Makuszyńskiego. Nastąpiła konsternacja – nikt z tych osób o nim nie wiedział. Dopiero jakaś stara babcia stojąca na boku, całkiem prosta osoba, wyjaśniła: A, to był taki pisarz. Chyba od tamtego czasu świadomość się rozwinęła, prawda?

Nim Panu odpowiem, to też wspomnę, że ile razy w Polsce pytam moich rozmówców, czy wiedzą skąd pochodził Makuszyński – bo ja jestem dumna, że mieszkam w mieście jego pochodzenia – nikt nie wie.

 

Zgadza się. Dlatego tak często w naszym kwartalniku piszemy o tej całej rzeszy wielkich Polaków o korzeniach wschodniomałopolskich.

Ta świadomość zaczęła wracać od czasu, gdy powstał u nas oddział Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, ale radykalnie zmieniło się od chwili założenia Sobotniej Szkoły Polskiego Języka i Kultury – jak się ona wtedy nazywała.

 

Kiedy powstała, kto ją finansował?

Ta szkoła powstała w 1998 r. z inicjatywy ks. Jana Nikla, naszego proboszcza w Stryju, ale starania o to czynił nasz oddział TKPZL. Prezesem była wtedy p. Stanisława Hałas. Ówczesny zarząd miasta wyraził zgodę na założenie takiej placówki, jednak nie samodzielnej, lecz przy ukraińskiej szkole ogólnokształcącej, w której oczywiście uczą się także nasze dzieci. Nauczyciele byli opłacani przez miejskie władze z tzw. środków dodatkowych, które mogą służyć na różne cele. Była to więc wtedy ich dobra wola. Z czasem jednak się okazało, że sprawa szkolnictwa mniejszości narodowych nie jest na Ukrainie uregulowana żadnym dokumentem. Był tylko tymczasowy regulamin z 1992 roku, z którego wynikało, że takie placówki powinny być finansowane z budżetu państwa i dodatkowo przez organizacje społeczne. Zaczęto więc domagać się, by to zainteresowani rodzice i Towarzystwo utrzymywali szkołę. Ja, już jako ówczesny prezes, nie mogłam jednak pozwolić, by działo się coś wbrew obowiązującemu prawu. Dogadaliśmy się w końcu z władzami – jesteśmy przecież obywatelami tego państwa i płacimy podatki, więc coś się nam należy – i jakoś szło po staremu. Ale w lutym tego roku dostaliśmy pismo, że nasza szkoła zostaje zawieszona z braku środków finansowych w budżecie, a nauczyciele zwolnieni z pracy. Jednak nauki nam nie przerwano, a po rozmowach, które znowu podjęliśmy – rozporządzeniem z 21 maja (zapamiętałam nawet jego numer: 179 – takie to dla nas ważne!) – szkoła ma nadal działać, jak przedtem. Od 1 września otrzyma nową nazwę: Szkoła Polskiej Mniejszości Narodowej w Stryju, a od 1 stycznia będzie opłacana z budżetu miasta. Nadal pozostanie przy Szkole Ogólnokształcącej i nasi nauczyciele będą należeć do grona tamtej szkoły. Przyznano nam jeden etat, który podzieliliśmy na troje nauczycieli przedmiotów: 14 godzin języka polskiego i literatury, 3 godziny muzyki i 1 godzina innych: w tym historii i geografii. Nas to jeszcze nie satysfakcjonuje i chcemy coś ulepszyć, ale dopiero się zastanawiamy.

 

Słusznie, bo chyba powinno być więcej historii i geografii, raczej kosztem muzyki, nieprawdaż? Ale mówi Pani, że tak będzie od stycznia, a co w międzyczasie?

„Wspólnota Polska” uwzględniła naszą prośbę i sfinansuje brakujące 4 miesiące tego roku.

 

Czy w szkole będzie nauka aż do matury?

Nie, tylko w zakresie podstawowym, przez pięć lat. Są to zajęcia poza lekcjami w ukraińskiej 11-klasowej szkole ogólnokształcącej.

 

A ilu macie uczniów? Czy to wszystko Polacy?

Liczba dochodzi do stu. I nie tylko Polacy, i nawet nie mieszani. Są też dzieci nie mające nic wspólnego z polskością. Jednak ich rodzice są zainteresowani językiem polskim, polską kulturą. Jesteśmy więc dla nich atrakcyjni.

 

No dobrze, ale gdy młody człowiek dochodzi do matury, a zechce studiować w Polsce, to będzie miał zasadnicze braki w języku polskim i wielu innych przedmiotach, więc jak?

Do tego celu mamy przy naszym Centrum Sobotnią Szkołę Młodzieżową. Przychodzą do nas uczniowie w wieku 15–17 lat – z klas IX, X, XI – i dla nich prowadzi się zajęcia na wyższym poziomie. Zresztą do nas zgłaszają się nie tylko kandydaci na studia w Polsce, także na uczelnie miejscowe, bo w przyszłości mają być stypendia polskie również dla takich. Oczywiście, aby dostać polskie stypendium na studia, trzeba się wykazać znajomością języka polskiego, a to właśnie my dajemy pierwszą opinię na ten temat. Przychodzą ponadto tacy, którzy wcale nie pójdą na studia, ale po prostu czują potrzebę udoskonalenia swojej polszczyzny. Na nowy rok szkolny zamierzamy zaprosić do tej szkoły nauczyciela z Polski. W tym celu – między innymi – byłam teraz w Warszawie. O drugim celu opowiem później.

 

Ilu uczniów macie w Szkole Młodzieżowej? Ile trwa nauka?

Jest około 20 osób, nauka trwa dwa lata. W tym roku sześć osób składało papiery na studia w Polsce, z tego cztery zakwalifikowano do egzaminów wstępnych. Niestety największe braki były w zakresie znajomości polskiej literatury. Podobne zresztą problemy mamy, gdy przygotowujemy w tamtej szkole sobotniej konkursy recytatorskie. Jednym słowem: musimy to udoskonalić.

 

Dużo mówiliśmy o szkołach i wiemy już, że problemu z wiedzą o Makuszyńskim nie ma. Zresztą nawet w waszym kościele jest tablica pamiątkowa tego pisarza. Tak się składa, że rozmawiamy o tym w roku, gdy twórczość Makuszyńskiego i jego Koziołek Matołek przeżywają swoisty renesans.

U nas także. Postać pisarza popularyzujemy w całym Stryju. Od dwóch lat w ramach Dni Miasta Stryja urządzamy Dni Kultury Polskiej. Właśnie w tym roku było to połączone z wręczeniem Orderów Uśmiechu, przyjechali na to przedstawiciele Kapituły Orderu z Warszawy. Jeden order otrzymała za swój Teatr „Baj” pani Maria Iwanowa ze Lwowa, a drugi – poetka ukraińska ze Stryja, Teodora Łatyk-Sawczyńska, która właśnie przetłumaczyła na ukraiński przygody naszego bohatera z Pacanowa. Urządziliśmy promocję tego wydania i rozdaliśmy wszystkim dzieciom informatory o Makuszyńskim. W ogóle chcemy rozszerzyć pracę na rzecz dzieci. Na przegląd teatrzyków dziecięcych, urządzanych corocznie w ramach Dni Kultury Polskiej, przyjeżdżają zespoły z Ziemi Lwowskiej i Tarnopolskiej. Była to inicjatywa Federacji Organizacji Polskich, pani Emilii Chmielowej.

 

Bazą lokalową waszej całej bogatej aktywności jest dom, w którym mieści się Centrum, czy tak?

Warunkiem owocnej działalności naszych organizacji polskich, czy polonijnych, jest posiadanie takiego Domu, gdzie można się spotykać, prowadzić lekcje czy imprezy, organizować wystawy, poczytać prasę, wypożyczyć książkę. To wszystko zachęca do przychodzenia do nas. Dostaliśmy księgozbiór z Katowic, z Uniwersytetu Śląskiego – 3500 tomów. Jeszcze nie wszystko udostępniliśmy, bo nie mamy miejsca. Ten budynek zakupił Senat RP w 1999 r. i za pośrednictwem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” przekazał dla naszego Centrum im. K. Makuszyńskiego.

 

Centrum jest Pani dziełem, prawda?

Ja to rozkręciłam, bo potrzebna była instytucja, która by administrowała tą nieruchomością na zasadach społecznych oraz doprowadziła – po pierwsze: do zintegrowania wszystkich polskich organizacji, po drugie: do skomasowania całego stanu posiadania, pochodzącego z Polski lub za polskie pieniądze zakupionego. Rada założycielska powołała mnie na dyrektora i ja odpowiadam za działalność merytoryczną Centrum, za stan techniczny obiektu itd.

 

Więc jakie zadania stoją teraz przed Panią?

Przede wszystkim remont tego budynku, bo jego stan nie jest najlepszy. Chcielibyśmy zaadaptować obszerne poddasze. Rzecz jednak w tym, że Fundacja PPnW nie może statutowo dać na to środków, „Wspólnota Polska” nie może ingerować w obiekt Fundacji, czyli błędne koło. Więc staramy się sami o pieniądze. Po to też byłam teraz w Warszawie, a ponadto szukamy jeszcze innych źródeł. Są poza tym niemałe koszty utrzymania, bo przecież prowadzona tu działalność jest szeroka, wielostronna, i nie możemy dopuścić np. do jej sparaliżowania w warunkach zimowych. A dla nauczyciela z Polski do Szkoły Młodzieżowej, którego będzie finansować Ministerstwo Edukacji RP – my musimy stworzyć odpowiednie miejsce pracy i zakwaterowanie. Nawet mamy już kandydatkę z Polski, polonistkę.

Jedno jest pewne: takie polskie domy powinny być we wszystkich miejscowościach, więc chcemy pokazać, jak sobie dawać radę. Bez takich domów aktywność polskich wspólnot będzie bardzo utrudniona albo wręcz niemożliwa.

 

A jakie byłyby te inne źródła finansowania Waszych przedsięwzięć?

Całkiem inny kierunek niż te, o których mówiliśmy. Brałam udział w konferencji polonijnej w Warszawie. Zabrałam głos i powiedziałam, że reprezentuję Polaków ze Wschodu i nie przyjechałam prosić o pieniądze, ale proponować, by nas traktowano jako partnerów. Chcielibyśmy w naszym Centrum rozkręcić działalność gospodarczą, turystyczną, informacyjną. Na poddaszu możemy stworzyć pokoje gościnne. Tu może być miejsce spotkań naszej społeczności z przyjeżdżającymi gośćmi, wycieczkami.

 

A ta działalność informacyjna, co by to było?

To byłby już wyższy poziom. Na wspomnianej konferencji zaproponowałam: wchodźcie na rynek wschodni, nie bójcie się. Polska wycofała się z tego rynku, a przecież wiele dziedzin czeka na wasz mały i średni biznes. My zrobimy centrum informacyjne, zorganizujemy spotkania, konferencje. Małe przedsiębiorstwa nie mają przecież pieniędzy na urządzenie pokazów, wystaw swojej produkcji. I jeszcze jedno: dlaczego tych młodych ludzi, którzy studiują w Polsce na jej koszt, nie zatrudnić w polsko-ukraińskich firmach? Możemy zorganizować informację także i w tej dziedzinie.

 

Pięknie, ale to, że polskie przedsiębiorstwa wycofały się, miało też swoje przyczyny. Mówią, że nie ma z kim rozmawiać.

My to chcemy wyprostować, pośredniczyć, wyszukiwać dziedziny do współpracy, wymiany.

 

Jakie kierunki ma Pani na myśli?

Na razie przygotowujemy bazę danych. Chcemy na początek urządzić miesięczne warsztaty hotelarskie dla naszej młodzieży, zatrudnionej w hotelach, sanatoriach. Fachowcy z Polski nauczyliby ich, zaprosiliby do siebie na praktyki. A co by z tego mieli? Albo zapłatę, albo np. wydzielenie pewnej liczby miejsc na pobyty w tutejszych zakładach.

 

Może byłoby pięknie, gdyby powstała firma polonijna z autokarami na wycieczki po Małopolsce Wschodniej, w Karpaty Wschodnie. Jeszcze inna myśl mi się nasuwa: gdyby jakaś grupa, podobnie jak we Lwowie, podjęła się opieki nad polskimi grobami na tutejszych cmentarzach – od odnalezienia poczynając – na koszt rodzin z RP lub zagranicy? Tyle jest przecież zrujnowanych mogił, grobowców. Moglibyście to organizować i przeprowadzać formalnie. Myślę, że byłoby spore zapotrzebowanie na taką usługę.

Dobry pomysł. Robili to już nasi harcerze, ale miało to inny charakter, inny cel.

 

Niedawno czytaliśmy w „Gazecie Lwowskiej” o wizycie w Stryju prezesa Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” ze swoją świtą – w Stryju i w innych miejscowościach. Odnośny ustęp tego artykułu kończy się słowami: wyjeżdżaliśmy do Drohobycza z ciężkim sercem. Nie bardzo zrozumieliśmy dlaczego, bo przecież nie stawiano wam żadnych zarzutów. Były tylko uwagi formalne, bo kością niezgody jest samo istnienie waszego Centrum, które jakoby przysłania TKPZL. Ale przecież liczy się skuteczność. I w tym samym numerze GL jest relacja o marcowych wyborach w oddziale stryjskim Towarzystwa, a Pani została jednogłośnie wybrana na prezesa kolejnej kadencji. Więc jak jest – dobrze, czy źle?

Moim zdaniem w tym całym artykule było za dużo żółci, nie tylko odnośnie do Stryja.

 

Zarzuty stawiano też w Drohobyczu, Samborze, Mościskach, a więc w tych najmocniejszych ośrodkach, gdzie działa samo TKPZL – i też są problemy. Zarazem stawiano pytania typu: I gdzie tu słynny parytet między Polską a Ukrainą, dotyczący pomocy mniejszościom narodowym? Przecież takie pytania nie odnoszą się do mniejszości polskiej, tylko do władz obu państw. Ale skończmy o tych przepychankach i powiedzmy jeszcze na koniec o czymś pozytywnym, bo przecież macie tego sporo.

No właśnie, nie mówiliśmy o Letniej Szkole Kultury Polskiej dla naszych dzieci, które w czasie wakacji się nudzą. Jest to 10-dniowy turnus. Najpierw są zajęcia tematyczne, a potem zajęcia, które mają pomóc dzieciom w nabyciu biegłości w pisaniu i w mowie. Wreszcie różne zabawy, gry, sport. Zapraszamy naszą młodzież z młodszym rodzeństwem i w ten sposób zachęcamy je do podjęcia nauki w szkole – bo nie wszyscy rodzice doceniają taką potrzebę.

 

A wycieczki robicie? Na przykład do niedalekiego Bubniszcza? Takie wspaniałe góry...

Niestety, brak pieniędzy na transport!

 

Pora kończyć. Pozostaje mi więc podziękować i życzyć Pani, oddziałowi TKPZL i waszemu Centrum realizacji wszystkich planów i sukcesów. Przy okazji wypada życzyć wszystkim środowiskom polskim podobnych Domów i podobnej działalności, także – a może szczególnie – we Lwowie. Jestem przekonany, że wasz niezwykły eksperyment powinien być obserwowany i naśladowany. Gratuluję odwagi!