Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z EDWARDEM SOSULSKIM rozmawia Andrzej Chlipalski

[1/2002]

Przedstawiamy: pan Edward jest kierownikiem i choreografem młodzieżowego zespołu tanecznego „Lwowiacy” – od niespełna dwóch lat faktycznie, a od ponad prawie roku już oficjalnie – przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Rozmowa toczy się po występie zespołu w sali Domu Kultury Kolejarza w Krakowie 27 listopada 2001 r.

Panie Edwardzie, Wasz dzisiejszy występ w Krakowie był wielkim sukcesem. I nie tylko dlatego, że ładnie tańczyliście. W pełnej po brzegi sali (niemałej) panowała szalenie sympatyczna, a nawet serdeczna atmosfera, a przecież większość widzów to wcale nie byli lwowscy ekspatrianci. To także w jakimś stopniu pana osobista zasługa – umie pan nawiązać kontakt z salą. Tańczy pan, śpiewa i jeszcze prowadzi konferansjerkę.
Dziękuję. Rzeczywiście chyba się udało. I ja, i cały zespół jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy wystąpić w Krakowie. Zawdzięczamy to krakowskiej „Wspólnocie Polskiej” – pani dyrektor Krystynie Gąsowskiej, pani Krystynie Ronikier, no i Domowi Kultury Kolejarza, bo przecież nie tylko tu wystąpiliśmy, ale i zamieszkaliśmy.

To nie jest wasz pierwszy występ po tej stronie granicy?
Nie. Trzy razy byliśmy na Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym w Rzeszowie i trzy razy na Festiwalach Kultury Kresowej w Mrągowie.

Ile osób liczy wasz zespół?
Mamy dwudziestu tancerzy, czworo śpiewaków, a w kapeli gra czterech muzykantów. Kapelę chcemy wzbogacić jeszcze o dwa instrumenty.

W jakim wieku są tancerze? Kim są?
To młodzież w wieku 13–22 lat. Są w większości uczniami obu szkół polskich we Lwowie. Pochodzą z rodzin polskich, ale i mieszanych, garnących się do polskiej kultury.

A od jak dawna istnieje wasz zespół? Kto go założył? Kto nauczył tańczyć polskie tańce?
Powstał w 1989 roku. Jego inicjatorem był ówczesny wiceprezes Towarzystwa Kultury Polskiej dr Adam Kokodyński. Na początku prowadziły nasz zespół dwie panie: choreograf Krystyna Suchodolska i akompaniatorka Helena Niemira. Od strony organizacyjnej kierował nim przez parę lat pan Stanisław Dyrys. Ja wstąpiłem do zespołu w 1990 roku, a od 1996 jestem choreografem i uczę nowy narybek tańczyć.

I teraz jest pan jeszcze kierownikiem. Czy to jest pana zawód?
Ależ nie, ja mam średnie wykształcenie techniczne, po maturze w szkole polskiej, i pracuję zarobkowo, żeby utrzymać rodzinę. Ale oprócz tego skończyłem Studium Choreograficzne przy Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i mam dyplom choreografa polskich tańców.

No to pomówmy o tych polskich tańcach. Wasz dzisiejszy program składał się z dwóch rodzajów tańców. Pierwsze były typowo ludowe, ogólnopolskie.

Oczywiście. Każdy polski zespół ma w swoim repertuarze pięć głównych tańców ludowych: mazur, krakowiak, oberek i kujawiak oraz polonez. To jest kanon. Oprócz tego mogą być tańce regionalne, na przykład góralskie czy śląskie, albo tamte pierwsze w jakichś regionalnych odmianach.

No właśnie. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy we Lwowie, doszliśmy do zgodnego przekonania, że trzeba podjąć poszukiwania za takimi regionalnymi odmianami z Ziemi Lwowskiej czy wschodniej części Ziemi Przemyskiej. Chodzi o muzykę i teksty, które powstały w tamtych stronach. Dziś to trudne, bo ludzie z tamtych stron ulegli rozproszeniu, a ci, co mogli to znać – w większości już wymarli. Trzeba szukać w literaturze i próbować odnaleźć tych, którzy jeszcze coś pamiętają. I oczywiście profesjonalistów. Swoją pomoc obiecała pani muzykolog z krakowskiej Katedry Muzykologii UJ. Chcemy wspólnie zasięgnąć rady innych jeszcze specjalistów. Pan powinien zainteresować się wsiami i miasteczkami w Ziemi Lwowskiej, w których środowiska polskie są stosunkowo liczne.

Drugi nasz problem to są stroje. Te, w których tańczymy, są wypożyczone od jednego z zespołów ukraińskich, a ten ma je od czasów sowieckich, kiedy lansowano drużbę narodow. Jest to dziwne pomieszanie stylów krakowskiego i łowickiego, zaprojektowane przez kogoś, kto tego nie wyczuwał. Z daleka przypominają strój polski, ale dla Polaków nie do przyjęcia. Mieliśmy kiedyś porządne stroje, ale nam je zabrano...

Szkoda. Powiedzmy sobie jednak, że lwowski zespół taneczny powinien mieć przede wszystkim swoje kostiumy regionalne. Przecież chłopi w tamtych stronach takie mieli. Przykładem strój sokolnicki, noszony nie tylko w Sokolnikach, ale w wielu wsiach dookoła Lwowa. Sokolniki to wieś o rodowodzie średniowiecznym, a dla Lwowa była tym, czym Bronowice dla Krakowa. – symbolem. Mężczyźni mieli tam piękne sukmany, a można je zobaczyć nie tylko w literaturze, lecz również w krakowskim Muzeum Etnograficznym. Niestety nie ma kopletnych strojów męskich i kobiecych, a tylko ich niektóre elementy.
Posiadanie takich kostiumów byłoby naszym marzeniem. Przecież w strojach krakowskich czy łowickich, które są wręcz symbolami polskości, tańczą zespoły polonijne, emigranckie, we Francji czy Ameryce, bo nie mają tam innej tradycji. A my ją posiadamy. Pan, zdaje się, poczynił jakieś kroki w tym kierunku?

Naturalnie, wy jesteście autochtonami z wielowiekową tradycją. To mną powodowało, gdy w 1994 roku zaapelowałem na łamach „Przekroju” o nadsyłanie materiałów na temat stroju umownie nazwanego sokolnickim. Przyszło kilka odpowiedzi z fotografiami, mój apel podobno przedrukowała „Gazeta Jaworska”. Najważniejsze jednak to, że zgłosiła się do mnie z Wrocławia młoda etnografka, której rodzice pochodzą z Sokolnik. Przekazałem jej wszystko, co dostałem, a i ona sama kontynuowała poszukiwania na Dolnym Śląsku. Na podstawie zebranych materiałów i własnych badań miała stworzyć syntezę stroju męskiego i kobiecego, by je potem móc powielić. Tak samo postąpiono tworząc kostiumy dla „Mazowsza” czy „Śląska”, ale tamci mieli ułatwione zadanie, bo wzorce mieli na miejscu.
Podobno na tej samej zasadzie zaprojektowano i wykonano stroje regionalne dla zespołu w Niemenczynie pod Wilnem.

Tak, dokładnie. Niestety kontakt z tą młodą, sympatyczną osobą urwał się, bo ona zapewne miała inne obowiązki, doktorat. Nastąpił zastój w tej sprawie, ale ostatnio donoszą mi Sokolniczanie z Dolnego Śląska, z którymi jestem w stałej korespondencji, że coś się chyba rusza. Oby tak było!

No właśnie: niedawno przyjechała do Lwowa młoda etnografka, ale nie ta, o której pan wspominał (może jej koleżanka?) i zapoznawała się z naszym zespołem. Mieliśmy nadzieję, że jej wizyta jest związana z tym, co pan rozpoczął.

Jeszcze o jednym pan mi nie powiedział: gdzie ćwiczycie? Czy macie jakieś zaplecze techniczne?

Z tym był zawsze problem. Od jakiegoś czasu mamy stabilizację. Korzystamy z sali w szkole, która się mieści w dawnym klasztorze jezuickim, blisko Rynku. Z techniką u nas marnie. Nie mamy nagłośnienia dla kapeli. Naszym marzeniem jest posiadanie kamery wideo, tak przydatnej w naszych czasach przy przygotowywaniu tańców, bo nawet luster nie mamy.

Tym bardziej was podziwiamy. Będziemy się starali wam pomóc sami i innych do tego nakłaniać. Dziękuję panu za tę rozmowę.