Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z księdzem kanonikiem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim rozmawia Janusz M. Paluch

[3/2001]

Rok 2001 jest szczególny dla Kościoła ormiańskiego, jest to bowiem rok jubileuszu 1700-lecia przyjęcia przez Ormian katolicyzmu. Proszę powiedzieć, co Ksiądz czuje jako Polak mający świadomość swego ormiańskiego rodowodu.
Ormianie w granicach Rzeczypospolitej mieszkają od ponad 600 lat. Zaczęło się od osadnictwa w XI i XII wieku w Kijowie i Lwowie. Kiedy Lwów za czasów Kazimierza Wielkiego został włączony do Polski, wraz z miastem na terenie państwa polskiego znalazła się kolonia ormiańska. I od tamtego czasu Ormianie cieszyli się przywilejami od królów polskich, którzy pozwalali tworzyć im odrębną strukturę – własny samorząd, własne sądownictwo, w końcu własny Kościół. Byli bowiem Ormianie wyznawcami religii monofizyckiej, obecnie nazywa się to Ormiański Kościół Apostolski pochodzący od św. Grzegorza Odkupiciela. W XVII wieku Ormianie przyjęli unię z Kościołem rzymskim, to znaczy, że zachowali swoją liturgię, język liturgiczny, swoje zwyczaje, ale uznali zwierzchność biskupa Rzymu i przyjęli dogmaty katolickie. To był jeden z głównych elementów, który pozwolił Ormianom zasymilować się ze społeczeństwem polskim. Wprawdzie zachowali swoje tradycje, zachowali zwyczaje, ale na co dzień używali języka polskiego i uznawani byli za obywateli polskich. Powszechne jest takie określenie: „gente Armeni, natione Poloni”. To chyba najlepiej oddaje sens bycia Ormianinem w Polsce. Nie czuli się wyizolowani, nie czuli się rozdarci, ale zachowując swoją świadomość narodową, w pełni złączeni byli ze społecznością polską.
Taki stan trwał do wybuchu II wojny światowej, dopóki istniała archidiecezja ormiańskokatolicka we Lwowie. Wojna wszystko zniweczyła. Ormianie z Kresów przenieśli się do Polski centralnej i rozpłynęli w społeczności polskiej. Obecnie istnieją na terenie Polski trzy duszpasterstwa ormiańskokatolickie: w Gdańsku, Krakowie i Gliwicach. Były one obsadzane przez księży pochodzenia ormiańskiego. W Krakowie do 1972 roku żył ks. Franciszek Jakubowicz, a wcześniej ks. Andrzej Łukasiewicz, który pochodził z Czerniowiec. Dopóki żyli, odprawiali msze w obrządku ormiańskim w kościele św. Idziego. Później dojeżdżał z Gdańska ks. Filipiak, ostatni żyjący ksiądz ormiański w Polsce. Bywał też w Krakowie ks. Kowalczyk z Gliwic. W zeszłym roku zostałem mianowany przez księdza Prymasa Józefa Glempa duszpasterzem Ormian. Obecnie kształcę się w kolegium ormiańskim w Rzymie i mam nadzieję, że jeszcze w tym roku rozpocznę regularne nabożeństwa w obrządku ormiańskim w Krakowie. Zatem widzi Pan, czuję odpowiedzialność za moich pobratymców, którzy przez tyle wieków i tyle zakrętów, jakie przechodzili wspólnie ze swą wybraną ojczyzną, zachowali pamięć o swym ormiańskim pochodzeniu.

Wszystko rozumiem, proszę jednak powiedzieć, to zabrzmi trochę dziwnie, jakim w końcu jest Ksiądz księdzem? Ormiańskim? Rzymskokatolickim? Kończył Ksiądz Seminarium Duchowne w Krakowie, pracuje ksiądz nadal w Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach i teraz odezwały się geny Ormianina?
Moja mama – z domu Isakowicz – jest obrządku ormiańskiego. Jej ciotecznym pradziadkiem był Izaak Mikołaj Isakowicz, arcybiskup kościoła ormiańskiego we Lwowie. W tym roku przypada setna rocznica jego śmierci. Jest pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim. Kiedy się zgłosiłem do seminarium duchownego, już na pierwszym roku ówczesny arcybiskup krakowski, kardynał Karol Wojtyła, przypomniał mi to pochodzenie i już wtedy powiedział mi, że powinienem się przygotować do posługi w Kościele ormiańskokatolickim. I rzeczywiście, po święceniach kapłańskich – oczywiście w obrządku łacińskim – otrzymałem skierowanie do Rzymu na dalsze studia. Był to rok 1983, tuż po stanie wojennym. Nie dostałem paszportu, zapewne ze względu na moje bliskie kontakty z ówczesną „Solidarnością”. Kilka razy mi odmawiano. Zresztą w tamtych czasach wszystko, co miało związek ze Wschodem, było zakazane i podejrzane. A w dodatku w Polsce nie było oficjalnie Kościoła ormiańskokatolickiego, jak i greckokatolickiego. Greckokatolicka diecezja w Przemyślu została powołana przez Ojca Świętego dopiero w 1991 roku. Wtedy, nie widząc nadziei na studia w Rzymie, zająłem się działalnością charytatywną...

Praca w Radwanowicach była zatem dla Księdza ucieczką...
Nie, nie. Trzy lata czekałem na paszport. Nie mogłem przecież nic nie robić. Jako kleryk zajmowałem się pracą charytatywną w ramach Ruchu Wiara i Światło, tzw. muminków. Kiedy moje skierowanie do Rzymu stało się nierealne, zwróciłem się do swych przełożonych z prośbą o umożliwienie mi tej pracy. Radwanowice nie były dla mnie niczym na przeczekanie, niczym zastępczym – taka była potrzeba chwili. Dopiero w ostatnich latach możliwości dotyczące pracy duszpasterskiej w ramach Kościoła ormiańskokatolickiego powróciły z dużym natężeniem. Aczkolwiek nigdy krakowskich Ormian nie opuściłem. Natomiast nie przypuszczałem, że dla mnie ta sprawa wróci kiedykolwiek. W lutym, w związku z rocznicą 1700-lecia chrześcijaństwa Armenii, byłem zaproszony przez głowę Kościoła ormiańskiego – katolikosa – do Bejrutu, gdzie przekonywano mnie, że sprawa Kościoła ormiańskiego w Polsce jest bardzo ważna.

Czy ma to również związek z nową falą emigracji ludności z Armenii?
Tak. W ostatnich latach, w związku sytuacją polityczną – wojna o Górny Karabach (sporny teren między Armenią i Azrbejdżanem), ale i ekonomiczną, mamy do czynienia z nową falą emigracji ludności ormiańskiej z Armenii, ale i Ormian z Ukrainy. Armenia w tej chwili jest krajem bardzo biednym. Otoczona jest przez morze muzułmanów, nie ma praktycznie żadnej bezpiecznej drogi lądowej, przez Gruzję też się nie da spokojnie dojechać, bo trwa wojna między Gruzją a Abchazją, wojna w Czeczenii, z Turcją są tradycyjnie złe stosunki – po słynnej rzezi Ormian w 1915 r. i w ciągu ostatnich dziesięciu lat połowa ludności z Armenii wyemigrowała, co dla Armenii jest rzeczą straszną... Pewna część Ormian trafiła do Polski, bo wiedzą, że u nas zawsze byli życzliwie traktowani. Mają też świadomość, że w Polsce żyje stara emigracja ormiańska, która jest spolonizowana, ale ma poczucie swej odrębności. Od 10 lat istnieje już Towarzystwo Ormiańskie, powstała też w Warszawie Federacja Organizacji Ormiańskich w Polsce. Tak więc można śmiało powiedzieć, że ta stara emigracja ormiańska jest ważnym łącznikiem dla tych, którzy przybyli do Polski w ostatnim czasie. Towarzyszy im oczywiście lęk przed wynarodowieniem, dlatego też garną się do parafii ormiańskich. Istnieją różnice między Kościołem Ormian polskich a Kościołem monofizyckim – niesłusznie przez nas tak nazywanym – istniejącym w Armenii. To zostało już wyjaśnione. Oni odeszli od Kościoła rzymskokatolickiego w V w. nie ze względu na błędy teologiczne, ale dlatego, że Armenia jest krajem górskim i tam w oderwaniu od Rzymu i Bizancjum rozwijał się Kościół. Poprzedni zwierzchnik Kościoła ormiańskiego katolikos Wazgen I z papieżem Janem Pawłem II wyjaśnili wszystkie różnice. Dlatego też uchodźcy z Armenii, nie mając w Polsce swego kościoła apostolskiego, garną się do katolickich parafii ormiańskich. Chcieliby jednak, by mogli tam spotkać język ormiański, by mogli kultywować swe tradycje.

Kto oprócz Księdza jest w tej chwili w Polsce duszpasterzem ormiańskim.

W Gdańsku Ormianami zajmuje się ks. Cezary Anusewicz pochodzący ze starej emigracji ormiańskiej. Do niedawna był w Gliwicach ks. Kowalczyk. Ale jest w tej chwili w Polsce dwóch kleryków. Jeden, pochodzący z Białorusi, kształci się w Lublinie, i drugi w tych dniach przyjeżdża z Armenii. Praca duszpasterzy nie polega tylko na kultywowaniu odrębności religijnych i narodowych. Ich celem jest łączenie emigracji nowej i starej oraz szeroko rozumiana praca społeczna i charytatywna na rzecz nowo przybywających do Polski Ormian.

Jakie są plany duszpasterstwa ormiańskiego w Krakowie?
Niebawem zostanie wskazany nam kościół, w którym na stałe będą odprawiane msze święte w obrządku ormiańskim. Kościół św. Idziego należący do OO. Dominikanów jest mocno obstawiony przez ich liczne duszpasterstwa. A druga sprawa to poszukiwanie nowych punktów w innych miastach, w których liturgię ormiańską można byłoby sprawować. Przecież nie tylko w Gdańsku, Krakowie i Gliwicach żyją i mieszkają Ormianie. Niektórzy złośliwi mówią, że najłatwiej znaleźć Ormian na bazarze, ale to jest wynik tego, że Ormianie w Polsce doskonale sobie dają radę. Oni handlują, pracują na uczelniach wyższych, zakładają swoje firmy, w przeciwieństwie do innych napływowych społeczności nie mają postawy roszczeniowej. Są przedsiębiorczy i w Polsce są pozytywnym elementem, a nie balastem, który obciąża budżet państwa. Nie oczekują wsparcia finansowego, ale raczej legalizacji pobytu i umożliwienia założenia firmy i stworzenia dla siebie miejsca pracy.

Wizyta Ojca Świętego na Ukrainie spowodowała, że tamtejsze władze udostępniły w końcu wiernym katedrę ormiańską. Czy Ksiądz jako kapłan rzymskokatolicki i ormiański będzie miał dostęp do tej świątyni? Czy będzie Ksiądz mógł tam sprawować liturgię ormiańską?
Dla nas, wszystkich Ormian, jest wielką radością fakt przywrócenia tej katedry. Starania trwały prawie od 50 lat. Katedra zamknięta została w 1945 roku. Aresztowano czterech księży pracujących we Lwowie. Za to, że nie chcieli zerwać łączności z Rzymem, skazano ich na więzienie. Ostatni administrator katedry ks. Kajetanowicz zginął na Syberii i został uznany przez Kościół za męczennika za wiarę. Polscy Ormianie wywędrowali ze Lwowa. Ale z kolei do Lwowa napłynęli Ormianie z Armenii i oni też starali się o odzyskanie tej katedry. A w katedrze był centralny skład ikon pochodzących ze świątyń wysadzanych w powietrze. Dla nas jest to niewyobrażalne, ale proszę wierzyć: tam było 8 tysięcy ikon i 4 tysiące rzeźb! Katedra, mimo iż była przykryta dachem i chroniona, niszczała wewnątrz. Niszczały freski Rosena i mozaiki Mehofera. Już w styczniu tego roku apostolski Kościół ormiański odzyskał starą część katedry, czyli prezbiterium. Katedra została przedzielona i w drugiej części nadal znajduje się magazyn dzieł sztuki. Szanse na odzyskanie drugiej części kościoła, a także innych budynków – klasztoru sióstr benedyktynek ormiańskich, pałacu arcybiskupiego – są w chwili obecnej realniejsze. O tym, że Ojciec Święty odwiedzi katedrę ormiańską, lwowskie władze ukraińskie dowiedziały się trzy dni przed przyjazdem papieża do Lwowa. Pojawiły się ekipy budowlane, zakładano nowe rynny, malowano ściany. Nikt nie chciał wierzyć, że wykonanie w terminie jakichkolwiek prac będzie możliwe. Znajomy Ormianin opowiadał mi, że sam biskup z Armenii telefonował i przestrzegał, by ścian nie myć proszkiem do prania, bo bezcenne freski mogą spłynąć! We Lwowie wspólnota ormiańska, która jest dobrze zorganizowana, liczy obecnie ok. 3 tysięcy wiernych. Jestem przekonany, że wcześniej czy później dojdzie do ugody między apostolskim Kościołem ormiańskim a Kościołem ormiańskokatolickim, który też się tam odradza, i katedra będzie wspólnie używana, albo będzie przynajmniej użyczana dla Ormian katolickich.
Wspominając wizytę Jana Pawła II, pragnę zwrócić uwagę, że Ojciec Święty w swej homilii wspomniał o arcybiskupie Teodorowiczu. Natomiast do organizatorów mszy świętej mam ogromny żal, że nie pomyśleli o Ormianach. Jakby zapomnieli, że do II wojny światowej Lwów, obok Jerozolimy, był drugim miastem, w którym istniały trzy arcybiskupstwa: rzymskokatolickie, grekokatolickie i ormiańskokatolickie. Kiedy w modlitwach wiernych były czytania w wielu językach, nie zaproszono Ormian. Jakby nie istnieli we Lwowie! Mam nadzieję, że wizyta Ojca Świętego w Armenii stanie się wyznacznikiem tej współpracy między tymi kościołami. I nie powinno być większych problemów, gdyż nie ma większych różnic dogmatycznych między tymi kościołami.

Na terenie Kresów jest wiele miejscowości związanych z Ormianami. Na przykład w Kutach istnieje nienaruszona część cmentarza z nagrobkami ormiańskimi. Czy Kościół ormiański podejmuje jakieś kroki celem uchronienia tych miejsc od zapomnienia i zniszczenia?

Oczywiście centrum dla Ormian w Galicji była ormiańska katedra lwowska, ale oprócz niej istniało osiem parafii. W ostatnim czasie miałem okazję wszystkie te świątynie wizytować. Są w bardzo różnym stanie. Na przykład w Łyścu, gdzie urodził się arcybiskup Isakowicz, kościół dwa lata temu został odzyskany, ale przez parafię łacińską, która doskonale go odremontowała. W Kutach natomiast kościół ormiański przejęty jest przez Cerkiew prawosławną. W innych miejscach przejęli świątynie grekokatolicy bądź inne odłamy prawosławia. Ale najważniejsze jest to, by te kościoły powróciły do kultu. No i rzeczywiście są ślady na cmentarzach. Najładniej jest to zachowane na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. W innych miastach te mogiły są w różnym stanie. W Kutach rzeczywiście widziałem je, ale one też wymagają konserwacji. No cóż, gdyby znalazły się na renowację środki i do tego instytucje za wykonanie prac konserwatorskich odpowiedzialne, pewnie nie tylko pozostałości po Ormianach chcielibyśmy uchronić od zniszczenia.

Zaangażowanie Księdza w sprawy Kościoła ormiańskiego spowodować może opuszczenie przez Księdza Radwanowic. Czy to jest możliwe?
Nigdy takiej możliwości nie rozważałem i na razie wydaje się to nierealne. Aczkolwiek od pół roku sprawa Kościoła ormiańskiego w Polsce i we Lwowie przybrała niesamowitego tempa. Przez te pół roku załatwiono sprawy, których nie dało się pokonać przez 20 lat! Niesamowicie pomogła w tym wizyta Jana Pawła II na Ukrainie. W końcu katedra ormiańska była po rzymskokatolickiej drugim miejscem, które papież odwiedził we Lwowie. Ten gest papieża jest sygnałem, że sprawy ormiańskie w ojczyźnie Ojca Świętego trzeba uregulować. Duszpasterstwo wśród wiernych ormiańskich wymaga ciągłych wędrówek. Przynajmniej ja to sobie tak wyobrażam. I rzeczywiście Radwanowicom nie będę mógł poświęcić już tyle co dotąd czasu. Trzeba będzie odwiedzać wiernych we Wrocławiu, Katowicach, Gliwicach, Krakowie, a może i we Lwowie przynajmniej raz w miesiącu. Muszę wytrwać jeszcze jakiś czas, dopóki nie wyświęceni zostaną klerycy.

Serdecznie dziękuję Księdzu za rozmowę.