Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

LWOWSKI BARD

[4/1996]

Minęła pierwsza rocznica śmierci Jerzego Michotka, lwowskiego barda. Znano go ogólnie jako piosenkarza. Ale czy to właściwe, nie za lekkie określenie tej wszechstronnej, artystycznej duszy? Był raczej pieśniarzem, ale także kompozytorem, aktorem, poetą, pisarzem. Wszystkie te talenty stapiały się w nim w jedno, był prawdziwym artystą. Pisał, śpiewał, mówił, prowokował do refleksji, czasem do śmiechu przez łzy.
Urodził się w r. 1921, wcale nie we Lwowie, lecz w Częstochowie. Ale od wczesnego dzieciństwa aż do dojrzałości w Wiernym Mieście żył, i ukształtował swoją osobowość, wrażliwość, mentalność. Był lwowiakiem w każdym atomie swojego ciała i duszy. Toteż wszystko co w ostatnim dziesięcioleciu tworzył i wykonywał, miało jeden temat i jeden cel. Tematem był zawsze Lwów, jego nie do zatarcia polskie oblicze, celem – szerzenie miłości do tego miasta, świadomości jego niezwykłej roli w Polsce i dla Polski. Patriotyzm lwowski i narodowy, a także głęboka religijność tworzyły w nim nierozerwalną jedność. Przez Lwów chciał wytłumaczyć Polskę, przez Polskę – Lwów. I to Mu się świetnie udawało.
Ojciec Jerzego miał we Lwowie małą restaurację-cukiernię, na samym Rynku. Tam mieszkali, wcześniej na Cetnerówce i Persenkówce. Ukończył VIII Gimnazjum im. Kazimierza Wielkiego. Był harcerzem, a stamtąd, zwykłą koleją rzeczy – trafił do wojennej konspiracji. Efektem był wyrok i zsyłka na „nieludzką ziemię”. Wrócił po wojnie i osiadł w Warszawie. I zaraz włączył się w życie, uruchamiając wszystkie swoje przyrodzone talenty. Grał na gitarze, śpiewał, komponował, pisał teksty. Pamiętamy go z transmitowanych przez radio „Podwieczorków przy mikrofonie” i innych, a niezliczonych imprez.
Gdy minęły lata kłamstwa i nastał czas pamięci, Jerzy z całą swoją energią, ale i przemyśleniami, włączył się w organizację lwowskich środowisk. Swoimi artystycznymi talentami ułatwił, przyśpieszył ich integrację, nie tylko w Warszawie. Jeździł po całej Polsce – po tej powojennej Polsce – żeby wzruszać, przypominać, mobilizować. Był w tym materialnie bezinteresowny. Jego sztuka była Jego zawodem, wszak z tego żył, ale tam, gdzie chodziło o s p r a w ę, nie było mowy o honorariach. Zawsze domagał się, by na jego występach była młodzież, więcej – szedł do niej. Zapłatą była Mu sympatia, którą pozyskiwał dla siebie, a przez siebie – dla sprawy. Ta bezinteresowność i emocjonalność nie zawsze były rozumiane i nie wszystkim się podobały. Choć mieszkał w Warszawie, ale członkiem lwowskiego Towarzystwa był – w Krakowie. To był dla nas zaszczyt.
Ostatnią podróż artystyczną odbył w styczniu tamtego roku do Kanady. Przyjmowano go tam entuzjastycznie. Przeżył wieką satysfakcję, ale był już ciężko chory. Zmarł 17 lipca 1995, spoczął zgodnie ze swym życzeniem, na cmentarzu w Laskach. Serdecznymi słowami pożegnał go Przyjaciel i Kapelan Towarzystwa, ks. Janusz Popławski.
Jerzy Michotek odszedł, ale zostało Jego dzieło. Zostały liczne nagrania, taśmy. Zostały piękne teksty, wśród nich niezapomniane: „Madonna Łyczakowska”, „Ballada o dziesięciu batiarach”, została książka „Tylko we Lwowie”. I została nasza serdeczna o Nim pamięć.
A.Ch.