Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Marian Biczyki, PROFESOR KAZIMIERZ CZECHOWICZ

[4/2005]

Chociaż przez większą część życia związany był ze Śląskiem, to jednak do końca swoich dni zachował w sercu miłość i tęsknotę za krainą młodości oraz cudowny, śpiewny kresowy akcent. Można sądzić, że odnalazł się i dobrze czuł na Śląsku, w tym regionie Polski, gdzie tak ważne są podstawowe wartości: rodzina, tradycja rzetelnej pracy i poszanowanie dla innych.

 

 

 

Urodził się w 1926 roku w Tarnopolu. Dom szczęśliwego dzieciństwa ofiarowali mu rodzice, polscy inteligenci, którzy od pokoleń związani byli z Podolem. Szczególną atmosferę tego domu, sprzyjającą nauce, poszanowaniu wiedzy i rozwijaniu posiadanych zdolności, tworzyła matka – nauczycielka. W jego odczuciu jej też zawdzięcza przekazanie podstawowych wartości życiowych i szczególną filozofię. Dzieciństwo przerwała wojna, stad naukę kontynuował na tajnych kompletach i będąc jeszcze niemal dzieckiem związał się z ruchem oporu w szeregach Armii Krajowej.

Bezpośrednio po wojnie wraz z rodzicami osiadł w Bytomiu, gdzie ukończył liceum ogólnokształcące. Znaczącym miastem na jego życiowej drodze był Wrocław. Tu uzyskał szerokie przyrodnicze wykształcenie uniwersyteckie (1947–1951) i odnalazł dziew­czynę z rodzinnego Tarnopola – późniejszą żonę Danutę, z którą było mu dane przeżyć niemal pół wieku i doczekać się dwóch córek oraz dwojga wnucząt.

Po ukończeniu studiów podjął pracę we wrocławskiej Akademii Medycznej, gdzie w 1962 uzyskał stopień doktora nauk przyrodniczych, zaś w 1969 mianowany został docentem w ówczesnym Zakładzie Histologii i Embriologii wrocławskiej Akademii ­Medycznej. Swoje zawodowe pasje łączył z równoczesną pracą we wrocławskich szkołach różnego szczebla. Jego zawodowe zainteresowania koncentrowały się wokół neuro­endokrynologii, zwłaszcza zjawiska neurosekrecji. Nieobce były mu problemy embriologii eksperymentalnej, klasycznej histologii i anatomii mikroskopowej, a także toksykologii. Z zakresu tych dyscyplin naukowych opublikował ponad 100 oryginalnych prac badawczych, liczne skrypty i podręczniki akademickie. Wkrótce z powodzeniem przeprowadził też swój przewód habilitacyjny (1971). Głęboko zaangażowany w liczne badania naukowe, jednocześnie nie szczędził czasu na perfekcyjnie prowadzone zajęcia dydaktyczne; przez kilka lat był prodziekanem ds. studenckich Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Już przeszło trzydzieści lat temu jego pozycja zawodowa była na tyle ustabilizowana, a publikowane kolejne rozprawy na tyle znaczące, że w 1975 r. poproszono ówczesnego docenta Czechowicza o zorganizowanie katedry histologii i embriologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i objęcie jej kierownictwa. Życiowe wyzwanie przyjął bez wahania i właśnie tu spełnił się jako naukowiec i nauczyciel. Wkrótce dysponował już nie tylko doskonale zorganizowanymi pracowniami i laboratoriami, ale także młodym, prężnym zespołem ludzi, a przede wszystkim zafascynowaną nim rzeszą studentów. Starszym imponował wiedzą, doświadczeniem i życiową mądrością, młodym zaś niespożytą energią, nienaruszoną intensywną pracą, której nie zawsze mogli dorównać młodsi o cale pokolenie współpracownicy. Cieszył się taką popularnością, że również tutaj był wieloletnim prodziekanem Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska. Właśnie jako pracownik naukowo--dydaktyczny Uniwersytetu Śląskiego uzys­kał w 1987 roku tytuł profesora nad­zwy­czaj­nego i wkrótce też ­zwyczajnego.

Jego pozycja zawodowa nie wymaga szerszego komentarza, broni się sama ogromem publikacji. Aktywnie uczestniczył także w życiu licznych gremiów naukowych, takich jak: Wrocławskie Towarzystwo Naukowe, Polskie Towarzystwo Histochemików i Cytochemików, Polskie Towarzystwo Anatomiczne, Polskie Towarzystwo Fizjologiczne. Profesor Kazimierz Czechowicz był animatorem niektórych ich śląskich oddziałów, tak jak Polskiego Towarzystwa Zoologicznego w 1982 r.

Tak wielki dorobek naukowy i dydaktyczny sprawił, że w zawodowych kręgach mówiło się o nim z szacunkiem i zainteresowaniem. Jego głęboka wiedza i ufność wobec ludzi sprawiała, że przyciągał do siebie zawsze najmłodszych. Wypromował ponad 90 magistrów biologii, 11 doktorów nauk przyrodniczych i życzliwie wspierał tych, którzy sięgali po wyższe stopnie i tytuły naukowe. Był krytycznym a jednocześnie życzliwym recenzentem licznych prac doktorskich i habilitacyjnych.

Był łagodnym i cierpliwym człowiekiem, nigdy nie był zdenerwowany, nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie podnosił głosu. Mówił cicho, co sprawiało wrażenie, jakby był zażenowany, a przecież tak nie było; świadczyło to tylko o tym, że był człowiekiem bardzo skromnym i delikatnym, a przez to niesłychanie ujmującym. Wszystkim, którzy spotkali go na swojej życiowej drodze, stawiał wysokie, a jednocześnie proste wymagania – oczekiwał zwykłej ludzkiej przyzwoitości i to wystarczyło, aby obdarzał ich przyjaźnią. Ogromna wiedza, kultura osobista, wysublimowane poczucie humoru i swo­ista filozofia życiowa była przyczyną, że społeczność akademicka postrzegała go jako mistrza i nauczyciela w nieco już starym stylu.

Myliłby się ten, ktoby sądził, że jego życie wypełniały tylko pasje zawodowe. Bardzo bliska była mu szeroko pojęta kultura, sztuka, muzyka... Uczestniczył w koncertach, bywał w operze; sam zresztą doskonale grał na skrzypcach. Bliska była mu też fotografia i fotografika. Przez kilkadziesiąt lat życia zgromadził także poważny zbiór znaczków pocztowych, i choć interesowało go tylko kilka wybranych tematów, to znaczna ich część ilustruje... zwierzęta. I jeszcze jedna słabość Profesora: w zaciszu domowym wypoczywał, sklejając przez wiele godzin modele samolotów i samolocików. I tylko ten, kto zna warsztat pracy histologa, wie, że właśnie ta profesja i właśnie to hobby wymaga tej samej precyzji, cierpliwości i sprawnej ręki.

Mimo przejścia na emeryturę w 1996 roku ciągle aktywnie uczestniczył w życiu uczelni. Zmarł w 1999 roku.

Pod fotografią, którą mi ofiarował, napisał: Pamięć o człowieku jest echem, trzeba by ją jakaś myśl wzbudziła, a wówczas człowiek nadal żyje i przebywa wśród nas. Mam nadzieję, że to moje serdeczne wspo­mnienie pozwoli zatrzymać go wśród nas na dłużej.

 

 

Marian Biczycki (uczeń)