Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

LIDKA

[2/2008]



... Bogu nie stawia się pytań dlaczego?
ks. Jan Twardowski


Poznałyśmy się w latach 80., gdy przyjechała do Lwowa z wycieczką. Lidia Juniszewska, lwowianka, która w Legnicy wciąż żyła z tęsknotą za miastem, które opuścić musiała. Przypadkowa znajomość przerodziła się w przyjaźń. Gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg mieszkania Juniszewskich, byłam oszołomiona. Tu każdy centymetr mieszkania tchnął obecnością Lwowa. Już w przedpokoju na ścianach autografy osób związanych z tym magicznym miastem, czy też przyjaciół, którzy szanując umiłowanie Gospodarzy, pisali kilka słów przyjaznych pod ich adresem. Mąż, Maciek, nie-lwowianin, ale dzięki Lidce, jej miłości do rodzinnego miasta, mógł swą znajomością (teoretyczną) Lwowa zawstydzić niejednego lwowianina. Regały w pokojach, a w nich – literatura o Lwowie, pamiątki ze Lwowa. Na ścianach obrazy – Lwów, Lwów, Lwów... W zacisznej kuchni też relikwie, przywiezione z domu, który pozostał na Zamarstynowie... Miłości do Lwowa uczyła swoje dzieci, uczniów, znajomych, wnuków.
Lidia, jak później mi powiedziała, przy pierwszym spotkaniu z rezerwą odniosła się do mnie. „Działaczka”, tak mnie przedstawiono. Nie miała specjalnego zaufania do tzw. „działaczy”. Tym bardziej, że jestem „stąd”. Różnie to bywa... Dzięki Bogu, wszystko stanęło na swoim miejscu. Jej żywiołowość, otwartość w sądach była fascynująca. Szczera, otwarta, prawdomówna, serdeczna – zresztą nie tylko względem mej osoby. Jako członek zarządu Towarzystwa Miłośników Lwowa, była inicjatorką zaproszenia szkolnego teatru „Baj” do Legnicy. Mieliśmy kilka występów – w Legnicy, Jaworze, we Wrocławiu.
Przyjmowani byliśmy po królewsku – z otwartym sercem. Lidia, polonistka zresztą, wraz z mężem potrafili docenić nasz wysiłek. I poziom występów naszych dzieci.
Nieco później, gdy byłam na Forum Prasy Polonijnej, otrzymałam od Nich wiadomość, że mają dla mnie i dla syna przepustkę na spotkanie z Ojcem Świętym. Tam, w Legnicy, przeżywaliśmy razem to wspaniałe wydarzenie.
Byliśmy w stałym kontakcie. Lidię interesowało nasze życie we Lwowie, starałam się ją stale informować, przekazywać wydawnictwa, dzielić się naszą rzeczywistością. Prenumerowała „Cracovia–Leopolis”. To właśnie ona wraz z mężem okazała mi pomoc, dzięki której był rozwiązał się mój problem rodzinny. Zaufała mi. Bez słów i pytań. Po prostu tak. Ona wiedziała, co to znaczy żyć jak bracia w szerokim tego słowa znaczeniu. Gdy obchodziliśmy 100. rocznicę urodzin Mariana Hemara, przyjechała z mężem do Lwowa. Aktywnie pomagali nam w ostatnich przygotowaniach do uroczystości.
Jej wciąż mało było Lwowa. Ostatnio chorowała. Tak marzyła przyjechać jeszcze raz... Niestety. W grudniu telefonicznie rozmawiałyśmy po raz ostatni. Miała prośbę do mnie. Obiecałam, że na wiosnę ją spełnię.
Ona widocznie odczuwała, że do wiosny nie doczeka, chociaż mowy o tym nie było. Zmarła 14 stycznia, w dniu urodzin mojej mamy. W lutym ukończyłaby 70. lat.
Zadawać pytań nie będę. Zarówno ja, jak i moi najbliżsi oraz przyjaciele, zachowamy ją we wdzięcznej pamięci. A garstkę ziemi z grobu rodziców, którzy leżą w lwowskiej ziemi, otrzyma. Z nią będzie jej lżej i spokojniej spoczywać TAM, gdzie została wezwana.
Teresa Dutkiewicz