Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Marta Walczewska, PANIE Z ULICY ­POTOCKIEGO

[1/2010]

W moim starym paszporcie, ważnym na „wszystkie kraje świata, z prawem wielokrotnego przekraczania granicy PRL”, wydanym w 1987 roku, widnieje pieczątka z datą przekroczenia granicy w Medyce 5 VI 1989 r. To był mój pierwszy wyjazd do rodzinnego Lwowa, od czasu ekspatriacji w 1945 roku, po 44 latach! Dzięki zaproszeniu, przysłanemu przez państwa Adamskich, mogłam wraz z moją siostrą Ewą zobaczyć miasto naszego dzieciństwa.
Po tym pierwszym wyjeździe nastąpiły liczne dalsze. Z czasem stało się to łatwiejsze organizacyjnie. Na początku nocowało się w hotelach, ale już od lat zatrzymujemy się w polskich rodzinach. Poznajemy Polaków mieszkających we Lwowie, zawieramy przyjaźnie. Zdarzało mi się doręczać paczki od rodziny czy przyjaciół pod wskazane adresy we Lwowie i było to okazją do nawiązania serdecznych kontaktów, często trwających przez dalsze lata. Tak poznałam śp. panią Marię Homme, którą zawsze z radością odwiedzałam w jej mieszkaniu przy ul. św. Mikołaja. Mam całą paczkę listów od niej – są one źródłem informacji o tym, co działo się w lwowskiej Katedrze i w mieście. Odczułam wielki brak po jej odejściu do Domu Ojca.
Serdeczna przyjaźń łączy mnie i moją rodzinę z paniami Ireną i Jadwigą Zappe. Odwiedzam je, ilekroć jestem we Lwowie. W czasie mojej ostatniej bytności zostałam zaproszona do nich na śniadanie po mszy św. w kościele św. Marii Magdaleny. Obie siostry opowiadały mi ciekawą historię swojej rodziny. Starałam się spisać ją dokładnie.
Irena i Jadwiga Zappe z rysunkami „swoich dzieci” (zdjęcie zapożyczone z książki „Zostali we Lwowie” Anny Fastnacht-Stupnickiej)
Pradziadek de Zappe, francuski szlachcic herbowy, przyszedł do Polski z Napoleonem. Ożenił się z Polką i pozostał w nowej ojczyźnie. Jego syn – dziadek naszych pań Zappe – z zawodu kowal, był już polskim patriotą. Umarł, gdy jego syn miał 2 lata. Dziecko zapamiętało tylko to, że ojciec jeździł na koniu. Babcia, 22-letnia wdowa, chowała syna ostro. Gdy chłopiec był już w gimnazjum wyszła drugi raz za mąż za aptekarza, burmistrza Zaleszczyk Szwarca, kalwina. Pierwszy mąż zostawił pieniądze dla syna, ten jednak musiał sam zarabiać na wykształcenie. Studiował prawo w Czerniowcach (w języku niemieckim). Babcia mówiła o pierwszym mężu „mąż”, a o drugim „nieboszczyk”. Ten syn dziadka, prawnik, to ojciec pań Zappe. Po pierwszej wojnie światowej pracował jako naczelnik stacji w Krościatynie (powiat Buczacz).
Historia rodziny matki pań Zappe sięga czasów powstania styczniowego, w którym to pradziadek Jadźwiński, gospodarzący z młodą żoną w majątku za Zbruczem, wziął udział, za co został skazany przez władze carskie na Sybir. Udało mu się uciec, ale głowa w połowie ogolona zdradzała skazańca. Ukrywał się na plebanii na Podolu. Opiekował się nim proboszcz, który nosił mu jedzenie na strych. Gdy włosy pradziadka odrosły, proboszcz zorganizował mu ucieczkę z zaboru rosyjskiego do austriackiego. Ksiądz udawał, że jedzie do chorego na stronę austriacką. Pradziadka schował pod siedzeniem furmanki. Parobka posłał po niby zapomniany brewiarz. Powiedział do pradziadka: „Siadaj na siodle, jedziemy!”. Zawiózł go do księdza po stronie austriackiej. Tam pradziadek był krytykowany, że źle stawia snopki w polu, więc się obraził i poszedł szukać innej pracy. Ponieważ nie miał dokumentów, wsadzono go do więzienia w Tarnopolu. Hrabia, który odwiedzał więzienie, zainteresował się tajemniczym więźniem i chciał mu pomóc. Udawał, że jest to jego znajomy. Powiedział: „Józefie! Skąd ty się tu wziąłeś? Ja ciebie doskonale znam!”. Wyciągnął go z więzienia i załatwił dokumenty. Kazał mu zapomnieć o swoim nazwisku, odtąd pradziadek nazywał się Józef Józwa. Prababka, jego żona, mieszkała nadal w majątku za Zbruczem. Aby połączyć się z mężem, przeprawiła się przez Zbrucz, mając trzos na sobie, w przebraniu wiejskim. Osiedlili się w zapadłej wsi Leżanówka. Ubierali się po chłopsku, zbudowali chatę. Prababka leczyła chorych ziołami, pradziadek uczył chłopów, jak budować chaty, przeprowadził meliorację wsi. Mieszkańcy Leżanówki nie wiedzieli, że jest on inżynierem, dziwili się „skąd ten Mazur to wie?”. Pradziadka do końca jego życia wybierano wójtem. Miał 7 synów, wszyscy zostali wykształceni. Najstarszy Stanisław, dziadek pań Zappe, skończył Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie. Był nauczycielem, potem inspektorem. Nic nie wiedział o swoim pochodzeniu. Zbudował w Zaleszczykach parterowy dom. Umarł w jesieni 1935 roku. Był tak szanowany przez mieszkańców, że po jego śmierci latarnie w mieście okryte były kirem.
Pradziadek powstaniec opowiedział swoje dzieje czteroletniej wnuczce, a ona powtórzyła je dokładnie swemu ojcu. Rodzina już nie wróciła do rodowego nazwiska.
Panie opowiadają: Kiedy tato miał 15 lat, wybrał sobie na żonę 12-letnią dziewczynkę. Oficjalnie poznali się dopiero po jej maturze. Ta panienka – później ich matka – po skończeniu szkoły w Zaleszczykach i gimnazjum w Czerniowcach (w języku niemieckim) studiowała historię i nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Urodziła siedmioro dzieci: Marysię, Irkę, Jasia, Stasia, Basię, Wisię i Oleńkę. Żyła 88 lat.
W czasie drugiej wojny światowej rodzina Zappe mieszkała we Lwowie. Dzieci uczyły się w domu. Ojciec, dziadek i starsze rodzeństwo uczyli młodsze dzieci. W roku 1939 najstarsza córka Marysia studiowała na drugim roku polonistyki. Została aresztowana przez sowietów i wywieziona do Kazachstanu. Tam wraz z koleżanką założyła szkołę i dla niej wymalowała sztandar z napisem „Szkoła Polska w Hanke”. Tam też wzięła ślub na cmentarzu. W 1945 roku wróciła z Uzbekistanu.
Jadwiga studiowała chemię. Nie obroniła dyplomu, bo groził jej wyjazd do pracy do Azji, i tego obawiała się jej rodzina. Uzdolniona plastycznie, uczyła się w czasie okupacji w niemieckiej szkole rysunków. Irena ma 2 dyplomy: geologa i lekarza weterynarii. Jan jest inżynierem chemikiem, mieszka w Warszawie. Niedawno odbierał przyznane Jadwidze i Irenie dyplomy „Zasłużeni dla kultury polskiej”. Stanisław jest lekarzem w Wałbrzychu.
Basia i Oleńka, dziewczynki zawiezione w czasie okupacji z głodującego Lwowa do rodziny do Leżanówki koło Skałatu, zostały zamordowane w 1941 roku przez UPA i sąsiadów Ukraińców. Zginęli też inni członkowie rodziny. Cudownie ocalała Wisia, która uprosiła rodziców, aby zabrali ją do Lwowa. Bała się sąsiada Ukraińca, który co dzień przychodził do ich domu. Był potem jednym z morderców jej rodziny. Ta tragedia spotkała potomków pradziadka, któremu tak wiele zawdzięczała wieś Leżanówka.
W czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej dwie siostry – Jadwiga i Irena – zaangażowały się w tajne nauczanie dzieci religii i historii Polski w swoim mieszkaniu przy ul. Potockiego 30 we Lwowie. Bardzo wiele polskich dzieci przewinęło się przez ich dom. Panie z początku liczyły uczniów, ale kiedy liczba przekroczyła tysiąc – przestały liczyć. Urządzały też przedstawienia teatralne. Pani Jadwiga napisała wierszem scenariusz pt. Obrona Częstochowy. Pani Irena robiła dekoracje, szyła stroje. Aktorami były dzieci, które przychodziły na lekcje religii. Wieża częstochowskiego kościoła, zrobiona z tektury, opierała się o piec w pokoju, sypał papierowy śnieg, wisiały chmurki, odgłosy walk i wystrzały armatnie dochodziły z kuchni, gdzie walono w baniak. Widzowie płakali ze wzruszenia. Niestety, było tylko jedno przedstawienie, bo przyszła rewizja i sowieci zabrali wszystko. Panie do dziś pamiętają duże fragmenty wierszowanego tekstu przedstawienia. Były też grane jasełka. Umiejętności pań gry na fortepianie i skrzypcach wzbogacały oprawę artystyczną przedstawień.
U pań Wisi i Irki zwykle spotykam kogoś z ich dawnych uczniów. Przychodzą do nich z mężami, żonami, dziećmi. Odwiedzają je jak najbliższe sercu osoby. Pani Irena w kwietniu 2009 roku skończyła 90 lat!
Takie są trudne i ciekawe dzieje ludzi na dawnych wschodnich ziemiach Polski.