Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

ALFRED BIŁYK

[3/2013]

Oto opowieść o tragicznym losie ostatniego wojewody lwowskiego, doktora Alfreda Biłyka, w związku z napaścią na Polskę Niemiec hitlerowskich i Rosji Sowieckiej we wrześniu 1939 roku.

 

Alfred Biłyk urodził się 25 września 1889 roku we Lwowie. Gimnazjum ukończył w Brzeżanach, dzieląc ławkę szkolną z Edwardem Rydzem-Śmigłym. Razem działali w Związku Strzeleckim, razem walczyli w Legionach.

Po latach, z nadania prezydenta Ignacego Mościckiego, Alfred Biłyk objął urząd wojewody lwowskiego. 1 września 1939 roku wybucha wojna.

Gmach Województwa we LwowieKiedy 12 września 1939 roku wojska hitlerowskie stanęły na rogatkach Lwowa, wojewoda Alfred Biłyk wygłosił do mieszkańców miasta słynne przemówienie, że Lwów był zawsze semper fidelis, bo odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, będzie się bronić do upadłego. Przyrzekł, że nigdy nie opuści ani miasta, ani mieszkańców. Nie przewidział, że 17 września 1939 roku bolszewicy wbiją Polsce nóż w plecy, zajmując Kresy Wschodnie.

Nazajutrz premier Sławoj-Składkowski wydał rozkaz Alfredowi Biłykowi udania się do Kut, gdzie wówczas już stacjonował ewakuujący się rząd. Wbrew własnej woli wojewoda rozkaz wypełnił.

Z Kut skierowany został na Węgry do Munkacza. Kiedy okazało się, że powrót do Lwowa stał się niemożliwy, w pokoju nr 5 w hotelu „Csillag” wojewoda Alfred Biłyk napisał testament, który do dziś znajduje się w Instytucie Sikorskiego w Londynie. Oto fragmenty jego treści:

... Nie mogłem walczyć we Lwowie, gdyż zgodnie z wytycznymi Szefa Rządu opuściłem go w warunkach, które mogą słowa moje postawić w pozornej sprzeczności z tym czynem. Dalsze moje życie zdaje się nie przedstawiać wartości dla Polski. Być internowanym do końca wojny nie chcę.

Chcę ocalić honor. Po Polsce wszystkie moje myśli są przy Tobie Marylu, Leszku, Basiu, Ewo i Jerzy.

Żyjcie szczęśliwie, jeśli to będzie możliwe. Proszę, aby te moje słowa były rozgłoszone, aby nietkniętym został mój honor. Przede wszystkim niech otrzyma o tym wiadomość Wódz Naczelny Śmigły-Rydz, gen. Składkowski i moje miasto Lwów. Podpisano: Alfred Biłyk wojewoda lwowski. Munkacz 19 IX 1939.

W dokumentach Instytutu Sikorskiego zachował się jeszcze drugi list, skierowany do władz węgierskich, dotyczący spraw osobistych wojewody. W kwadrans po napisaniu tego tekstu już nie żył. Strzałem z rewolweru w głowę odebrał sobie życie.

 

*  *  *

Prawie 60 lat później przyjechali do Polski z Brazylii Leszek i Barbara. Potem do Munkacza, by szukać miejsca pochówku ojca – Alfreda Biłyka. Na cmentarzu, pośród lasu krzyży, półksiężyców i pięcioramiennych gwiazd nie znaleźli grobu swego ojca. A przecież musi być gdzieś na pewno. A może właśnie wprost przeciwnie, wszak wojewoda sam sobie odebrał życie, a samobójców ksiądz zwykł grzebać dopiero za murem, poza poświęconą po katolicku ziemią.

Syn i córka pobrali grudę ziemi mukaczewskiej, aby ją zawieźć do Sao Paulo. Leszek pokaże ją swoim wnukom.