Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Wacław Fastnacht, DOKTOR STASIA

[1/2005]

Z żałobnej karty

Dr Stanisława Marcelina VALIS-SCHYLENY (1915–2004)

 

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Stasi – naszej drogiej Przewodniczącej, która utworzyła nasze Koło Brodzian i kierowała nim przez dwanaście lat.

 

Była szczupła i niezbyt mocnego zdrowia. Mówiła głosem cichym, ale stanowczym i jasno formułowała zdania. Była znakomitą organizatorką, cieszyła się szczerą sympatią i wielkim szacunkiem.

Lata dzieciństwa i młodości przeżyła w Brodach. Była tam uczennicą szkoły powszechnej i Gimnazjum Żeńskiego im. Elizy Orzeszkowej. Z tych lat najwcześniejszych pozostały jej najlepsze wspomnienia o ukochanych Brodach i ludziach, którzy tam żyli i tworzyli czynne, patriotyczne środowisko.

Studiowała we Lwowie na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jana Kazimierza.

W roku 1938 wyszła za mąż za kolegę ze studiów – Emila Valisa. W lecie 1939 roku obydwoje zostali skierowani na trzymiesięczną praktykę wakacyjną do szpitala w Sarnach na Wołyniu. W przeddzień wybuchu wojny zmuszeni byli rozstać się, gdyż Emil wyjechał z kartą mobilizacyjną do macierzystego pułku w Stanisławowie. Po 17 września z częścią pułku przekroczył granicę polsko-węgierską, potem dostał się do Francji, a po kapitulacji do Szkocji.

Stanisława ukończyła studia medyczne we Lwowie w roku 1941 tuż przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej. Po latach wspominała, że we Lwowie „spędziła najszczęśliwsze młode lata i najgorszy czas wojny, ale w mieście tym zostawiła swoje serce”.

W czasie okupacji niemieckiej pracowała w szpitalu w Zaleszczykach, gdzie nie tylko leczyła, ale też ukrywała ludzi, którym groziła śmierć. Prowadziła tam też tajne nauczanie. W roku 1944, gdy przeszedł front, straciła cały swój dobytek i pod przymusem opuściła Zaleszczyki.

Pierwszą Jej pracą po przesiedleniu była funkcja kierownika Ośrodka Zdrowia i komisarza do walki z epidemiami w Lipnicy Murowanej koło Bochni. Mieszkała tam w klasztorze ss. urszulanek szarych. Krótko potem przeniosła się do Katowic.

W roku 1947 powrócił mąż, który w Edynburgu ukończył studia medyczne i tam uzyskał doktorat. Przywiózł wtedy do kraju – jako pracownik PCK – dar w postaci całkowitego wyposażenia stacji krwiodawstwa. Na bazie tego daru powstała wtedy w Katowicach – zorganizowana przez państwa Valisów – pierwsza w Polsce stacja pobierania i konserwowania krwi. Stanisława była specjalistą chorób wewnętrznych (od r. 1956) i reumatologii (od r. 1967). Pracę doktorską obroniła na Śląskiej Akademii Medycznej.

Po 27 latach pracy w Katowicach państwo Valisowie kupili zabytkową drewnianą willę „Zacisze” w Wiśle, gdzie na stałe przenieśli się dopiero w roku 1975. Stanisława pracowała tam w sanatorium „Jubilat” na stanowisku ordynatora i dyrektora ds. lecznictwa. Po przejściu na emeryturę była czynna jeszcze jako reumatolog – w niepełnym wymiarze godzin w poradni w Ustroniu, a następnie w Wiśle.

W Wiśle także do ostatnich lat życia przyjmowała pacjentów w swoim prywatnym gabinecie. W całej okolicy była lubianą i cenioną „naszą panią doktor” za poświęcenie swojemu powołaniu i swoim pacjentom, których traktowała zawsze jak bliskich. Pomimo ubytku sił z upływem lat – jeździła swoim „maluchem” do pacjentów do odległych nawet wsi, aby służyć pomocą, i zawsze dawała z siebie znacznie więcej niż to, czego wymaga przysięga Hipokratesa.

Miastu, które z czasem stało się bliskie Jej sercu, także poświęcała swój czas i starania (np. w czasie przygotowań do budowy zapory wodnej). Była czynną i cenioną działaczką Towarzystwa Miłośników Wisły i dlatego została odznaczona Medalem im. dra Juliana Ochorowicza, bardzo zasłużonego (w latach przed pierwszą wojną światową) dla podźwignięcia Wisły do rangi letniska i uzdrowiska.

W roku 1992 postanowiła zrealizować swoje wieloletnie pragnienie zwołania po tylu latach dawnych znajomych brodzian, aby „gromadnie przeżyć powrót do beztroskich lat, w atmosferze, w której jest miejsce na wzruszenia, na radość i na łzy”. Z pomocą kilku najbliższych znajomych wyszukiwała brodzian rozsianych po kraju i za granicą – z trudem i z uporem, tak że 1 czerwca 1993 roku Stasia zorganizowała pierwszy zjazd w Wiśle. Przyjechało wtedy dwadzieścia siedem osób, było to dla tej gromadki wzruszające przywołanie dawnych lat. Kiedy wieści o zjeździe rozeszły się wśród brodzian w kraju i za granicą – na drugi zjazd w następnym roku przyjechało już czterdzieści jeden osób. Dotarli brodzianie z wielu zakątków Polski, a także kilka osób z Anglii, z Nowego Jorku – dwaj bracia z żonami i jedna osoba z Argentyny.

Potem co roku około 1 czerwca Stasia zwoływała swoją „gromadkę” w to samo miejsce (do wiślańskiego hotelu „Start”), aby razem przeżywać wspomnienia ukochanych Brodów, tamtych ludzi i zdarzeń. Było raz tak, że jedna z naszych brodzianek przyjechała z Anglii pierwszy raz do kraju po pięćdziesięciu latach i to właśnie wprost do Wisły na zjazd i od razu wpadła w grono swoich koleżanek, z którymi przed sześćdziesięciu laty laty grała w Brodach w szkolnym przedstawieniu. Była to bajka o kwiatach. Każda z nich grała rolę innego kwiatuszka. Okazało się, że te „aktorki” bardzo dobrze zapamiętały swoje role i wówczas w Wiśle powtórzyły jedną czy dwie sceny z tej bajki. Ile wtedy z rozczulenia popłynęło łez, nikt nie zliczył!

Osobowość Stasi i Jej autorytet tworzyły na naszych zjazdach wzruszającą atmosferę. Omawialiśmy na nich nasze zadania, ale pod względem towarzyskim i koleżeńskim były to bardzo krzepiące i serdeczne przeżycia. Kolacje przy świecach i lampce szampana stwarzały nastrój zamkniętego kręgu naszej gromady złączonej wspomnieniami o naszym ukochanym mieście i  minionych latach. Ten nastrój pogłębiał się jeszcze, gdy śpiewaliśmy wesołe i tęskne pieśni harcerskie, także i o tym, co „gawędę rozpoczyna”. To przywoływało nam świat naszych dawnych harcerskich przygód.

W czasie każdego zjazdu Stasia zapraszała nas także do swojego „Zacisza”. Gościnność Stasi i atmosfera Jej domu pozostawiały bardzo miłe wspomnienia. Tam każdy musiał czuć się dobrze! Osobliwym akcentem tego domu jest bogaty zbiór dzwonków zawieszonych w pokoju stołowym. Te dzwonki pochodziły z różnych stron świata i różnych lat, a jest ich tam ponad dwieście.

Na drugim zjeździe z inicjatywy Stasi postanowiono zorganizować pomoc dla Polaków, którzy do dzisiaj mieszkają w Brodach. Na początku były to paczki z artykułami żywnościowymi, odzieżą i lekami, a dla dzieci i młodzieży – książki, zeszyty, długopisy i słodycze.

W miarę kiedy tam stopniowo poprawiało się ogólne zaopatrzenie, zaprzestaliśmy wysyłania paczek i wspomagamy tamtejszych rodaków pieniędzmi, szczególnie przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Dużej pomocy w tej działalności udzielają nam ss. sercanki, które tam stale pracują.

Na apel Stasi Koło uczciło pamięć zasłużonych brodzian – księgarza i wydawcy Feliksa Westa i pisarza Józefa Korzeniowskiego.

W r. 1995 Stasia zleciła wykonanie wiernej kopii obrazu Matki Boskiej z kościoła w Brodach. Ten obraz, darzony kultem od r. 1900, był przewieziony po wojnie do kościoła w Opolu. W maju 1995 r. Stasia dołożyła starań, aby tę kopię poświęcił w Skoczowie Ojciec Święty w czasie swojej pielgrzymki do kraju. Podczas naszego III zjazdu, w tymże samym roku, ten poświęcony obraz przekazaliśmy proboszczowi z Brodów, który z osobami towarzyszącymi przyjechał na zjazd. Od tego czasu obraz znajduje się w kaplicy parafialnej w Brodach, gdzie są odprawiane codzienne msze św.

Po rozpoczęciu budowy nowego kościoła rzymskokatolickiego w Brodach w roku 1997 zaapelowała o zbiórkę pieniędzy na ten cel. Zbiórka dała znaczące rezultaty i trwa do dzisiaj.

W tym samym roku przyjechał do Krakowa młody uczeń – pianista z Brodów – na dalszą naukę i doskonalenie talentu. Stasia poleciła zaopiekować się nim i z funduszu Koła zakupić mu ciepłą odzież, bieliznę, obuwie, a także książki, nuty i płyty. Dzisiaj ten młody brodzianin jest już na drugim roku pianistyki Akademii Muzycznej w Krakowie, a kiedy zaczął występować na konkursach i estradach, sprawiono mu ze składek brodzian smoking..

Bardzo ważną inicjatywą Stasi było opracowanie brodzkich zeszytów biograficznych. Zeszyty te „mają na celu przywołanie i utrwalenie pamięci o polskich mieszkańcach Brodów – miasta mającego ponad 400-letnie tradycje handlowe, kulturalne i militarne”. Jest to bardzo cenny przyczynek do dziejów miasta.

Zarząd Główny Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich nadał Stasi złotą odznakę „Semper fidelis”.

Ostatnim przedsięwzięciem Stasi było zorganizowanie kolonii letnich dla brodzkich dzieci w czerwcu 2004 r. Dzięki proboszczowi parafii w Pogórzu k. Skoczowa – prezesowi Charytatywnego Stowarzyszenia „Ignis” i szczodrym sponsorom Stasia doprowadziła do przyjazdu czterdzieściorga dzieci z Brodów i Złoczowa, pod opieką dwu sióstr sercanek, do Pogórza. Pobyt był bardzo udany, ksiądz proboszcz tak zaplanował każdy dzień, żeby dzieci mogły jak najwięcej zobaczyć, poznać i skorzystać (wycieczki autokarowe, pielgrzymki, wycieczki górskie, spotkania z miejscowymi dziećmi). Obdarowane prezentami dzieci podczas wizyty Stasi w Pogórzu odwzajemniły się Pani Doktor bukiecikami polnych kwiatów, laurkami, koncertem piosenek i życzeniami „100 lat”.

Niestety życzenia dzieci nie spełniły się. Stasia żyła od tego radosnego spotkania już tylko 200 dni! Zmarła 20 grudnia 2004 roku.

Brodzianie

 

Kraków, 26 stycznia 2005 r.