Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Romana Żukowa, JUREK

[1/2007]

Jerzy Żuk 1939–2006

Jurek nie był lwowianinem z urodzenia, ale ze Lwowem związał się na zawsze. Tam żył, uczył się oraz spędził lata młodzieńcze i większą część swego dorosłego życia. Urodził się 6 stycznia 1939 w Krakowie, niebawem jednak – tuż przed wybuchem wojny – rodzina przeniosła się do Lwowa. Tam, w trudnych warunkach sowieckiej rzeczywistości, ukształtowała się jego osobowość.
W 1957 roku ukończył szkołę średnią nr 30 przy ul. Krasickich. Właśnie w bieżącym roku wybierał się do Lwowa na spotkanie z kolegami z okazji 50-lecia matury. Niestety... Po ukończeniu technikum automatyki przemysłowej zdobył zawód technologa i w tym zawodzie pracował.
Był człowiekiem bardzo aktywnym, „niespokojnym duchem”, nie cierpiał bezczynności. Lubił sport i podróże, kochał góry. Jeszcze w szkole średniej należał do kółka geograficznego i razem z nim brał udział w wycieczkach, organizowanych przez ogólnie szanowaną panią Marię Jarosiewicz. U niej też, już po ukoczeniu szkoły, spotykało się grono zaufanych osób na „herbatkach”. Jurek bywał tam często. Dla młodzieży były to bardzo ważne okazje, ponieważ poznawało się wielu ciekawych i wartościowych ludzi; tam pobierało się lekcje prawdziwej historii i patriotyzmu, czego w szkole, rzecz jasna, nie uczono. Takie to były czasy.
Czując wielką potrzebę działania, został Jurek z czasem aktorem Polskiego Teatru Ludowego, prowadzonego wówczas przez prof. Piotra Hausvatera. Czuł się świetnie wśród licznych znajomych i przyjaciół, wśród swoich. Był człowiekiem obowiązkowym, więc starał się postępować tak, aby nie sprawić nikomu zawodu. Pamiętam – odbywały się ważne próby w teatrze przed kolejną premierą, a on akurat był w szpitalu. Nie zawiódł zespołu, dlatego wieczorami po prostu wymykał się ze szpitala i zjawiał się na próbach. Żartowaliśmy, że trzeba poczekać, kiedy Jurek zjedzie na prześcieradle ze szpitalnego okna. A gdy byliśmy z „Weselem” Wyspiańskiego w Moskwie, to też uciekł z domu wczasowego w Odessie, gdzie przebywał na turnusie, i pojechał do Moskwy, aby móc zagrać w tej sztuce. I tak bywało często – potrafił sobie poradzić w sytuacjach, zdawałoby się, skomplikowanych. Lubił wyzwania, a że przeważnie obracał się między ludźmi życzliwymi, więc mu się udawało.
Gdy nadszedł czas, że jego dzieci poszły do szkoły*, od razu włączył się tam w działalność społeczną. Został członkiem, później przewodniczącym komitetu rodzicielskiego. Były to trudne czasy dla szkoły: kilkakrotnie próbowano ją zamknąć. I właśnie dzięki temu komitetowi zdołano ochronić ją przed likwidacją. Ważność tego faktu podkreśliła na uroczystości 190-lecia Szkoły pani dyrektor Maria Markunina.
Jurek był zawsze, gdy czuł, że może się przydać. Nigdy nie odmówił pomocy ani współpracy.
Aż nadszedł rok 1981: Jurek z rodziną przyjechał na stały pobyt do Krakowa. Pomijając wszelkiego rodzaju problemy związane z ułożeniem sobie życia w całkiem nowych warunkach, Jurek przygasł, bo zabrakło mu innego jeszcze rodzaju aktywności – pracy społecznej, za którą tęsknił.
I nagle dowiedział się o istnieniu w Krakowie Towarzystwa Miłośników Lwowa. Oczywiście od razu stał się jego członkiem, z czasem wiceprezesem i członkiem Zarządu Głównego we Wrocławiu. Energicznie włączył się w działalność TML-u. Nareszcie znowu mógł coś robić dla kochanego Lwowa. Zaczął się angażować w pomoc dla polskich szkół i przedszkoli, pomoc w organizacji i prowadzeniu wycieczek na Kresy itd. Jako członek sekcji charytatywnej krakowskiego oddziału „Wspólnoty Polskiej” był niezwykle aktywny i oddany w dziele pomocy materialnej dla Polaków na Wschodzie.
Jednak najbardziej zaangażował się w sprawę ratowania zabytkowych obiektów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Dla niego była to wielka sprawa, oddał się jej bez reszty. Brał udział w corocznych kwestach na cmentarzach krakowskich, był łącznikiem między Krakowem a Lwowem. Kilkakrotnie w ciągu roku bywał na Cmentarzu Łyczakowskim – czy to w trakcie wycieczek, czy nawet prywatnie, w pogodę i niepogodę – szukał, sprawdzał, fotografował. Cieszył się każdym odnowionym nagrobkiem, każdym wyczyszczonym polem. Miał jeszcze tyle planów...
Za tę sumienną i bezinteresowną pracę został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką TMLiKPW, Medalem Pro-Memoria i innymi jeszcze odznaczeniami.
A w życiu prywatnym – był niezwykle rodzinny, ofiarny, pomocny. Bardzo kochał swoje dzieci, które zawsze mogły liczyć na jego wsparcie, poradę. Im też ciągle przypominał, czym jest dla nich Lwów, i starał się umacniać i pogłębiać ich wiedzę o rodzinnej Ziemi.
Wielką miłością dziadka był jego ukochany wnuczek, Michałek. Poświęcał mu każdą wolną chwilę, chciał go już nawet zabierać na wycieczki do Lwowa, chociaż to jeszcze małe dziecko. Jakże był dumny, gdy na pytanie: Kto ty jesteś – Misiu odpowiadał: Batiar lwośki. To była szkoła dziadka.
Niestety wszystko się przedwcześnie skończyło. Trudno pisać o kimś w czasie przeszłym, zwłaszcza gdy ma się wrażenie, że ten ktoś nieoczekiwanie wejdzie, uśmiechnie się i będzie razem z nami, taki jak zawsze: wesoły, czuły, koleżeński. Bo taki właśnie Jurek był i taki pozostanie w naszej pamięci.
Zmarł nieoczekiwanie 27 listopada ubiegłego roku. Będzie Go nam bardzo, bardzo brakowało.

Romana Żukowa

* Andrzej i Bożena, rozpoczęli naukę w Szkole nr 10 (św. Marii Magdaleny) w latach 1975–78.