Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Barbara Szumska, ANDRZEJ RYBICKI

[1/2007]

Opracowano na podstawie wspomnień Ryszarda Kosińskiego („Dziennik Polski” z 19 III 1966) i Zofii Kozarynowej („Wiadomości Literackie”, Londyn 1966).

Urodził się w 1897 roku we Lwowie i tam spędził większość swego życia. Uczęszczał do gimnazjum lwowskiego i wiedeńskiego, zdając w 1915 r. maturę. Potem była Politechnika Lwowska i wydział filozoficzny Uniwersytetu Jana Kazimierza, którego nie ukończył. Służył w lotnictwie. Drugą wojnę światową przeżył we Lwowie pracując w Ossolineum.
W 1946 r. osiadł w Krakowie i zamieszkał w Domu Pisarza. Dzielił swoje życie między Zakopane i Kraków. Zmarł 5 marca 1966 r.
Kim był? – Jak mówili ci, którzy go znali, nie można było go zaliczyć do żadnego określonego zawodu. Jedni widzieli w nim pisarza dramatycznego, inni poetę, tłumacza, narratora, błyskotliwego parodystę i żartownisia, mistyka, teoretyka sceny, zdolnego matematyka, a nawet sprawnego pilota.
Był przedstawicielem swojej generacji, kształtowanej jeszcze w latach stosukowo powolnego biegu cywilizacyjnego, generacji rozmiłowanej w literaturze i sztuce, obejmującej swymi zainteresowaniami rozległe obszary nauk humanistycznych, wypełnione bogatą erudycją. Był imponującym reprezentantem swego pokolenia. Świetna znajomość literatury i sztuki, arcybogate oczytanie, dociekliwość człowieka wykształconego jednocześnie w naukach matematycznych i filozoficznych – wszystko to składało się na nieprzeciętną indywidualność intelektualną Andrzeja Rybickiego. W jego naturze mistyczna zaduma łączyła się z humorem prawie beztroskim, zawsze gotowym do ciętej riposty i do zabawnych sformułowań. Nie zrobił nigdzie kariery i nie zajął nigdzie trwałego stanowiska. Przyczyniła się także do tego choroba, która zwłaszcza w późniejszych latach dała o sobie znać.
Jego najwiekszą pasją był teatr, a najistotniejszą częścią jego twórczości – dramaty, z których kilka wystawiono we Lwowie: Kostium arlekina, Biała sowa, Noc śnieżysta, Dzień dobry, Tak było i będzie.
O Kostiumie arlekina z Osterwą, ze scenografią Pronaszki pisano przychylnie i nieprzychylnie. Boy pisał: … sztuka dziwna, niepokojąca, nierówna, niejasna, ale pełna talentu… Boy podkreślał, że autor dał miarę talentu w tym, że ... umiał poruszyć w nas pewne struny, umiał bodaj chwilami poruszyć w nas to „coś”, co w życiu najmizerniejszych ludzi daje się odbijać wielkiej Tajemnicy... I to było istotą twórczości Rybickiego. Był mistykiem czystej wody, nie przystającym do naszych czasów.
W jego dorobku zostały zbiory poezji: Wiersze ulotne i Strofy gorzkie, poemat Gawęda barska i powieść Los. Miał nieprawdopodobną łatwość wierszowania; uwielbiał sonety. Był poetą w typie trubadurów, przenosił myśl w gotową, tradycyjną formę. Myśl i forma miały ulotny urok i nie były przeznaczone do trwania. Improwizował. Większość utworów Andrzeja Rybickiego pozostała w rękopisach i znajduje się w Bibliotece Narodowej, Bibliotece Jagiellońskiej i Ossolineum.
Władał świetnie wieloma językami. Czytał i tłumaczył z fracuskiego, niemieckiego, włoskiego, greki, łaciny i hiszpańskiego (przekładał starohiszpańskie druki). Tłumaczył Kafkę, Manna, a także pisarzy francuskich, włoskich. Ale najchętniej tłumaczył swego ulubionego Heinego.
Był postacią barwną i znaną. Oglądało się go, słuchało raz z podziwem, raz z niezrozumieniem, zawsze jednak z pełną sympatią. Mówił pięknie, posługując się bezbłędną i bogatą polszczyzną. Był człowiekiem głębokiej, niemal mistycznej wiary religijnej. Kochał ludzi, ale nie miał żadnego stosunku do ich indywidualnych kłopotów i potrzeb. Dobroć, która z niego promieniowała, była istotna, choć nie była to dobroć aktywna. Niepodobna go było scharakteryzować ani zrozumieć, jak potrafi łączyć nieudawaną pogodę ducha z tragizmem swej obcości – obcości człowieka innego wymiaru. Ten tragizm był treścią jego losu.

Barbara Szumska