Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

ZAPOMNIANY BOHATER ZE LWOWA

[2/2007]

W związku ze zbliżającą się 90 rocznicą wyzwolenia Krakowa po przeszło 100 latach niewoli, i rocznicą napaści Ukrainców na Lwów w 1918 roku, chcę przypomnieć mojego wuja podpułkownika artylerii WP, Ludwika Iwaszkę, który wtedy był porucznikiem w armii austriackiej.

Ludwik Antoni Iwaszko urodził się 24 marca 1894 we Lwowie, a zmarł 22 czerwca 1975 w Warszawie i tam został pochowany.
Szkołę średnią wraz z maturą ukończył w Stryju. Był słuchaczem Wydziału Prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie zaliczył 6 semestrów. Był też absolwenetem Akademii Handlowej w Krakowie. W latach 1912–14 należał do organizacji niepodległosciowej „Zarzewie” na terenie miasta Stryja.
W 1914 r. został wcielony do armii austriackiej i rozpoczął słuzbę w Szkole Oficerskiej Artylerii w Pradze Czeskiej. W okresie walk 1914–18 był dwukrotnie ranny. 1 maja 1918 roku uzyskał stopnień porucznika artylerii. Koniec wojny zastał go w Preszowie.
Tam przyszła do niego delegacja czeska, pytając go czy będzie przeszkadzał w wzwoleniu miasta. Odpowiedział im, że jako Polak jest sercem z nimi i pomoże im. W podzięce dano mu do dyspozycji pociąg, którym przywiózł do Krakowa Polaków służących w tamtejszych oddziałach. Zatrzymali się w koszarach przy ul. Wielickiej, po których już dzisiaj nie ma śladu.
Jesienią 1918 r. imperium Habsburgów rozpadło się. Narody monarchii ausro-węgierskiej zaczęły się starać się o odzyskanie niepodległości. W Galicji, w październiku w 1918 r. w salach magistratu krakowskiego trwały rozmowy między członkami Komisjii Likwidacyjnej, a przedstawicielami wojska austriackiego w mieście. Złączone siły polskie wynosiły 2 tysiące żołnierzy, gdy tymczasem Austriacy w Twierdzy Kraków dysponowali 12-tysięczną armią. Austriacy chcieli mieć czas na wywiezienie z miasta wszystkich zapasów żywności, broni i amunicji, dlatego obrady przeciągały się. Młodzi oficerowie armi austriackiej pochodzenia polskiego postanowili to przerwać i wziąć sprawę we własne ręce. W godzinach wieczornych w kawiarni Michalika zebrali się, aby opracować plan działania. Wybrali porucznika Iwaszkę na dowódcę „Czynu zbrojnego”. Był on człowiekiem o niezwykłej charyzmie, gorącym patriotą. Posiadał gruntowne wykształcenie wojskowe i przywózł z Czech bardzo dużą grupę żołnierzy. Skontaktował się też z dezerterami z Puszczy Niepołomickiej.
Panie przez całą noc szyły dla naszych wyzwolicieli biało-czerwone kokardy. Wiem, że wśród nich były córki porofesora Bujwida.
Prawobrzeżny Kraków został opanowany przez Polaków. W późnych godzinach wieczornych 30 października 1918 r. mosty między Krakowem i Podgórzem zostały zamknięte, a nazajutrz o godz. 6 rano ruszyło nasze wojsko na Kraków. Na czele szedł por. Ludwik Iwaszko. Był ponury, dżysty dzień. Młodzi ludzie szli z radością i nadzieją.
Po zajęciu Krakowa 31 X 1918, tłumy krakowian zebrały się na Rynku Głównym. Spod odwachu (przy wieży ratuszowej, rozebranego po II wojnie) przemówił por. L. IwaszkoWojsko to pobłogosławił ks. Meris. Żołnierze byli gotowi stoczyć bitwę i przelać krew za Polskę. Nikt nie przypuszczał, że wszystko się tak szczęśliwie skończy. Porucznik Ludwik Iwaszko wszedł z wojskiem do śródmieścia ulicą Starowiślną, a por. Stawarz szedł ul. Kalwaryjską i Krakowską. Współuczestniczyli w tym porucznicy Gawron, Stec, Zajączkowski i jeszcze inni. Tuż po przekroczeniu mostu na ulicę Starowiślną, jecyś nieznani entuzjaści weszli na potężne ramiona mostu, zdjęli olbrzymiego dwugłowego orła i wrzucili do Wisły, wśród oklasków tłumów. Po drodze przy Poczcie Głównej do oddziału przyłączyli się Polacy z Policji Wojskowej. Wszyscy ruzyli na plac Matejki, gdzie przy pomniku Grunwaldzkim por.Iwaszko przemówił do tłumów. Przejął także komendę wojsk austriackich i inne obiekty wojskowe. Uwolnił więźniów politycznych. Następnie oddział ruszył w stronę Rynku, skąd było już słychać orkiestrę kolejarzy.
Por. Iwaszko ze swoim oddziałem udał się na Odwach. Nadszedł też specjalny pluton z Podgórza do objęcia pierwszej warty na Odwachu. Zjawił się tez starszy mężczyzna ze stowarzyszenia rękodzielników. „Gwiazda” i ze łzami w oczach wręczył dowódcy plutonu por. Zajączkowskiemu polski sztandar. Komendę na Odwachu sprawował wówczas chorąży Alojzy Mosler z 33 pułku strzelców austriackich. Por. Iwaszko zażądał od warty austriackiej oficjalnego przekazania służby oddziałowi polskiemu. Austriacy oddali ostatni hołd swojemu sztandarowi i odeszli. Por Iwaszko przemówił do tłumów – panował szalony entuzjazm. Zachowało się zdjęcie z tej chwili.
Orkiestra grała Mazurka Dąbrowskiego i dały się słyszeć potężne dźwięki dzwonu Zygmunta. Następnie wszyscy śpiewali „Boże coś Polskę”. Po godz. 14-tej przed Odwach zajechał gen. Benigny. Wysiadł z powozu, stanął na baczność przed polskim sztandarem, oddał mu honory wojskowe, po czym uscisnął dloń porucznika Iwaszko i por. Żajączkowskiego. W mieście władzę objął legionowy płk. Roja. Austriacy skapitulowali.
Por. Iwaszko niedługo pozostał w Krakowie. Pośpieszył na pomoc miastu, w którym się urodził. Już 2 listopada wyjechał jako dowódca pociągu pancerngo na odsiecz ukochanego Lwowa, który bronił się przed Ukraińcami. Pozostał tam aż do czasu wyzwolenia miasta.
Na linii Kraków-Przemyśl stały dwa pociągi pancerne i na pewno to zadecydowało, że linia ta nigdy nie została opanowana przez Ukraińców. Za działalność tę wuj mój otrzymał Odfznakę Orląt i Krzyż Obrony Lwowa.
Zaraz potem, mimo że dostał przydział pułku w Częstochowie, zgłosił się na ochotnika do walk na Śląsku. Tam walczył we wszystkich trzech powstaniach. Ponadto służył w pułkach artylerii w Modlinie, w Siedlcach i Skierniewicach. Po I wojnie światowej był honorowany w Krakowie. Władze zapraszały go zawsze na uroczystości związane z rocznicą wyzwolenia. Miał wiele odznaczeń wojskowych., W latach 1938–39 został mianowany komendantem Poligonu OC.
W Biedrusku koło Poznania. 15 sierpnia 1939 został mianowany dowódcą 14-go dewizjonu altylerii ciężkiej w biedrusku koło Poznania. Po upadku Polski w 1939 r. został internowany na Węgrzech, gdzie wziął czynny udział w organizowaniu przerzutu żołnierzy polskich na zachód. Później został wzięty do niewoli niemieckiej. Jakiś czas przebywał w Anglii, w końcu wrócił do rodziny w Warszawie.
Po II wojnie światowej pamięć o żołnierzach wyzwalających Kraków i o moim wuju zanikła. W ostatnich latach zainteresowanie tą historią ożyło. Co roku przy wieży ratuszowej w rocznicę wyzwolenia Krakowa odbywają się uroczystości. Niestety władze lewicowe wykreśliły pułkownika Iwaszkę z historii i wykreowały na jedynego bohatera kapitana Stawarza. Ma on swoją ulicę, zrobiono mu grobowiec, rozgrywany jest bieg o szablę Stawarza. Nawet w telewizji pokazywane jest zdjęcie tłumów zgromadzonych przy odwachu, a oficera, który przemawia, określają jako nieznanego, a to przecież był mój wuj, który całą akcją kierował. Świadczą o tym zdjęcia tamtego momentu.
Muszę tu złożyć podziękowanie panu Wojciechowi Kozdronkiewiczowi, przewodniczącemu Dzielnicy I M. Krakowa, który zapoznawszy się z dokumentami i zdjęciami, które posiadam, przedstawił z trybuny w czasie uroczystości wierny rys historyczny i zorganizował złożenie wieńca na grobie ppłk Ludwika Iwaszko w Warszawie na Bródnie.
Maria Mokrzycowa

MARIA MOKRZYCOWA, z domu Trolka, ur. we Lwowie, uczyła się w szkole ćwiczeń UJK we Lwowie, gimnazjum i liceum w Krakowie. Studia farmakologiczne na UJ. Prowadziła pracownie w Centrum Krwiodawstwa w Krakowie, obecnie na emeryturze.