11 lipca – rocznica ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej
„Najnowsze badania historyczne wskazują, że wołyńskie kierownictwo Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów z pełną premedytacją rzuciło przeciwko polskim wsiom tłumy uzbrojone w widły i kosy. Chodziło o to, by zaplanowaną z zimną krwią operację eksterminacyjną przeprowadzić pod kamuflażem spontanicznego „buntu chłopskiego”, ludowego powstania „uciemiężonych ukraińskich włościan” wymierzonego w „polskich panów”. W ten sposób – rozumowali przywódcy wołyńskiej OUN – organizacja uniknie odpowiedzialności za straszliwą rzeź Polaków.
Do dzisiaj część ukraińskich historyków stara się w ten sposób wytłumaczyć upiorne wydarzenia, do których doszło na Wołyniu. Jeden z tych badaczy – Jarosław Daszkiewicz – twierdzi, że ludobójstwo naszych rodaków było w rzeczywistości wyzwoleńczym, rewolucyjnym zrywem podobnym do boju Algierczyków z Francuzami lub Kongijczyków z Belgami.
Stanowisko takie jest nie do zaakceptowania dla polskich badaczy. Według zachowanych dokumentów było dokładnie odwrotnie. To wołyńskie kierownictwo OUN i UPA wciągnęło masy ukraińskich chłopów do zbrodniczego dzieła wyniszczenia Polaków. Nie chodziło tu o żadną „chłopską rebelię” czy „wojnę klas”, ale o zrealizowanie ideologicznego celu, wyznaczonego przez banderowskich przywódców.
Celem tym było stworzenie homogenicznej etnicznie Ukrainy. Ukrainy „czystej jak łza”, czyli „oczyszczonej” z wrogiej polskiej mniejszości”.
wstęp z książki Marka A. Koprowskiego „Kaci Wołynia”
fot. Kadr z filmu „Wołyń” (KRZYSZTOF WIKTOR)











